Ostatnie okruchy

I received Contest Finalist award @viewbug #photography

Wszystkie
na Twitterze

Przykro mi, ale tym razem będzie o zwieraczu. To było nieuniknione. Bez tego nie pójdziemy ani kroku dalej w rozumieniu przyczyn samotności (i nie tylko). Czym jest zwieracz? Pierwsze skojarzenie: to taki mięsień, pozwalający nie wypuszczać ze środka nas rzeczy brzydkich i śmierdzących. Odpadów. Dodajmy od razu, zgodnie z wcześniejszymi rozważaniami, że jest to też mięsień, za pomocą którego możemy pozbawić się przyjemności opróżnienia – w imię wyższych celów. Jak estetyka, przyzwoitość, wierność pewnym społecznym zasadom itp. Więc nawet zwykły, fizjologiczny zwieracz ma ważne funkcje społeczne. Bez niego stajemy się wyrzutkiem, w ten czy inny sposób. Są jeszcze inne rodzaje biologicznych zwieraczy, z których najbardziej interesuje nas zwieracz gardła (przełyku), który z kolei ma za zadanie nie wpuszczać do naszego środka obiektów niepożądanych i jako taki jest dopełnieniem poprzedniego zwieracza. Analogicznie, pozwala nam pozbawić się przyjemności pochłaniania, w celach zdrowotnych i społecznych. Działające w parze oba zwieracze mają za zadanie regulować obecność w naszym organizmie rzeczy, które pochodzą z zewnątrz i służą do przeżycia. Podkreślę jeszcze, że świadome używanie obu rodzajów zwieraczy jest ważnym osiągnięciem rozwojowym w życiu człowieka, zasłużenie będącym powodem dumy obojga jego rodziców.

Pomyślmy teraz o obu zwieraczach w sensie psychologicznym – jako o mechanizmach, które regulują przepływ emocji. Oczywiście znów najłatwiej będzie opisać ich zaburzone działanie – czym jest w tym kontekście zdrowie, pomyślimy później. Rozwojowo wcześniejszy jest niedobór (brak) zwieracza, bo w takim stanie przychodzimy na świat. Czyli dopóki nam się podsuwa jedzenie, to jemy. Gdy zostanie przetworzone, resztki wydalane są w sposób beztroski i spontaniczny. W emocjonalnym sensie, gdy brak zwieracza przełyku, to jesteśmy żarłoczni i dopóki jest w pobliżu upragniona osoba, będziemy brać od niej ile się da. „Zakochanie bez pamięci” jest takim stanem. Ciągła pogoń za bliskością jest takim stanem. Rezygnowanie z własnych potrzeb po to, by ktoś tylko był obok, także jest takim stanem. Przemoc wobec najbliższej osoby niestety też. Można wymieniać jeszcze długo sytuacje, których wspólnym mianownikiem jest emocjonalna zachłanność i niemożność wytrzymania braku. Można w taki sposób stać się samotnym? Można. Nie lubimy osób, które się do nas przyklejają.

Z kolei brak drugiego zwieracza (wydalniczego) jest, mówiąc najprościej, tożsame z nieograniczoną impulsywnością. Jakiekolwiek ciśnienie, pojawiające się wewnątrz nas, zostaje natychmiast wypuszczone na zewnątrz. Myślenie o konsekwencjach przychodzi później albo wcale. Wybuchy złości, napady namiętności, zbrodnie w afekcie – to tylko niektóre, skrajne przykłady. Mówienie prawdy w oczy zawsze i wszędzie. W taki sposób też szybko zapracujemy na samotność. Impulsywność bywa urocza, ale w nadmiarze jest obsceniczna i męcząca.

Przesadne używanie zwieraczy także nam przyjaciół nie przysparza. Nie chcę się nad tym w tej chwili szerzej rozwodzić, bo ten artykuł jest raczej o potrzebie zaistnienia zwieracza. Można jednak wspomnieć, że nie przepadamy za osobami, które zatrzymują wszelkie uczucia wewnątrz – zimne jak głaz (przynajmniej z wierzchu). Za to osoby, których z kolei psychologiczny zwieracz przełyku jest zamknięty na stałe, żyją w przekonaniu, że nie potrzebują nikogo i niczego, oprócz samych siebie – tym sposobem samotność staje się ich sposobem na życie. W jednym z listów od Państwa było pytanie: jak żyć z narcyzem? No właśnie tak – porzucając nadzieję, że kiedykolwiek usłyszymy od niego coś miłego, coś co świadczy o jego zaangażowaniu. Jedynym dopuszczalnym wyrazem miłości narcyza jest fakt, że nie odchodzi od ciebie. Nie licz na więcej. Oczywiście, ciężko żyć w ten sposób, więc praktycznie jedyną właściwą odpowiedzią na pytanie „czy da się żyć z narcyzem” jest: „da się, ale co to za życie”.

Skupienie się na potrzebie istnienia i działania zwieracza zamiast na jego nadmiarze jest zasadne także z tego powodu, że w dzisiejszej rzeczywistości to właśnie brak zwieracza jest patologią dominującą. Nadmiar zwieracza to przeszłość, to czasy stworzenia psychoanalizy przez Freuda – zwykle mówimy „czasy wiktoriańskie” czyli czasy zaciskania zwieraczy. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia psychoanalityków z tamtych czasów (chociaż nie tylko), na ich zaciśnięte surowo twarze, aby doznać współczucia dla ich męki wstrzymywania wszelkich ludzkich odruchów. Dzisiaj można już prawie wszystko, zakazy skurczyły się do niewielkich grup urażonych obrońców moralności, których prawie nikt nie słucha. Od razu przychodzą mi na myśl „Parady Równości”, które można by właśnie nazwać „Paradami Wolności od Zwieracza”. Można na nich rozkoszować się brakiem wszelkich hamulców (było nie było w miejscach, gdzie przecież odbywają się także o wiele bardziej „dostojne” demonstracje) a w razie sprzeciwu zasłonić się wolnością przekonań. Złapani w tę pułapkę politycy, jeśli chcą zatrzymać swoje stołki, to muszą użyć całej siły swych zwieraczy, by wytrzymać te paradujące przed ich twarzami bezwstydne pośladki.

Najbardziej jednak widać kult braku zwieracza w handlu, a dokładniej w czymś, co Marks (pardon le mot) nazywał fetyszyzmem towarowym. Patrząc na różne produkty i ich sposób prezentacji na rynku, doznajemy wrażenia, jakby każdy z nich zmierzał do granicznej, niepodważalnej doskonałości. „Możesz więcej”, „jeszcze bielszy”, „jeszcze bardziej komfortowy” – to niektóre ze sloganów zaprzeczających potrzebie istnienia zwieraczy. Ilość dodatków (poprawiaczy) do podstawowej wersji samochodu sugeruje, że gdy dobierzesz je odpowiednio, to zatopisz się w jakiejś euforycznej nirwanie. Oczywiście, patrząc na historię ewolucji niektórych produktów, zauważymy że nie tyle zmierzają do ideału, co zmieniają się cyklicznie w ramach trendów czy mód – widać to tym wyraźniej w trendach, które wracają (retro). Jednak podstawą reklamy jest przekonanie nas, że nie powinniśmy się ograniczać w swoich potrzebach. Jest to zresztą nie tylko podstawą reklamy, ale podstawą istnienia współczesnego społeczeństwa – bo co by się z nami wszystkimi stało, gdyby chociażby połowa z nas uznała, że te właśnie ubrania/odtwarzacze/meble/telewizory/programy komputerowe/mieszkania, które właśnie mamy, są dla nas zupełnie satysfakcjonujące i innych kupować już nie będziemy? Gdyby nasz opisywany zwieracz zaistniał nagle w ten sposób w świadomości społecznej, w parę tygodni współczesna cywilizacja fiknęłaby katastrofalnego kozła.

Jesteśmy więc w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony brak zwieracza powoduje globalną otyłość, zakupoholizmy, nadymanie finansowych baniek i ciągły, wyczerpujący wyścig a z drugiej trzyma nasz świat w jako takiej równowadze (niektórzy nazywają ją równią pochyłą). Z konsumpcją jest niestety tak, że jeśli w pewnym momencie nie ograniczymy jej sami, to ograniczą ją warunki zewnętrzne. Ilość półmisków na stole zawsze jest ograniczona. Znów powraca mi pytanie: czy ten świat przypadkiem nie potrzebuje terapii? Jakiegoś kosmicznego meta-terapeuty, który spojrzałby na nasz świat całościowo? Niedosyt, brak, pewien poziom niezadowolenia jest wpisany w naszą kondycję, jednak żyjemy tak, jakbyśmy chcieli ten fakt zignorować, unicestwić.

Jak ten promowany i hołubiony brak zwieracza przekłada się na naszą psychologię i w rezultacie relacje z ludźmi? Ano tak, że niezwykle trudno nam wytrzymać różne, niewygodne stany na różnych etapach tych relacji. Stany braku i stany nadmiaru. Stan niepewności, stan chwilowego opuszczenia, stan urazy, stan złości, stan niepohamowanego apetytu… wszystko to nie trwa wiecznie. W podręcznikach psychologicznych tego nie znajdziesz, ale uwierz mi, że emocje mają swój okres połowicznego rozpadu, jak radioaktywne pierwiastki. Po pewnym czasie zanikają, rozpraszają się w powietrzu na tyle, że możliwa staje się refleksja nad tym czy warto za nimi iść albo nad tym, jak je wyrazić w formie strawnej (konstruktywnej) dla partnera.

Na przykład: jesteś w fazie poznawania potencjalnego partnera, bardzo ci zależy a jednocześnie boisz się jak będziesz widziany. To powoduje wewnętrzne napięcie, które prowadzi nas często do nierozsądnych albo nawet destrukcyjnych zachowań. Możesz się wystraszyć i uciec, możesz zacząć coś udawać, może cię sparaliżować tak, że nic nie powiesz itp. Możesz też poczekać, dać sobie czas, zorientować się, co czujesz – to właśnie jest zwieracz. Wtedy np. zamiast małpowania Brada Pitta powiesz coś w rodzaju: „takie robisz na mnie wrażenie, że trudno mi powiedzieć cokolwiek”. Niby przykra prawda, a przecież całkiem znośny komplement. Teraz pytanie, czy po drugiej stronie jest ktoś ze zwieraczem. Jeśli nie, to nie spodoba mu się to otwarte przyznanie do braku – nie wytrzyma tej niedoskonałości. I sobie pójdzie. I bardzo dobrze, że pójdzie, bo masz go z głowy. Masz z głowy granie Brada Pitta do końca życia. Oczywiście, jego odejście to kolejne zadanie dla twojego zwieracza. Tajemnicą zwieracza jest to, że jeśli go używasz, zaczynasz rozsądnie myśleć. W ogóle zaczynasz myśleć.

Był kiedyś taki rysunkowy serial „Porwanie Baltazara Gąbki”. Występował tam tajemniczy i demoniczny Don Pedro, któremu zdarzało się podłożyć bombę pod samochód profesora Gąbki. Na szczęście dla profesora, podróżował z nim Smok Wawelski, który w takich wypadkach (zostały dwie sekundy do wybuchu) połykał bombę, która wybuchała wewnątrz niego. Smok nie rozpadał się, tylko napuczał okropnie – a potem wracał do stanu poprzedniego. I w radosnej atmosferze jechali dalej. Ten to miał zwieracze, prawda? I ty czasem bądź Smokiem Wawelskim. Może się to przydać.

Udostępnij na FB

Dwa komentarze do “Zwieracz metafizyczny”

  • Spokojny:

    Ja bym tylko dodał, że zwieracz metafizyczny nie musi być ograniczany do zwieraczy drogi pokarmowej. Ekspresja emocji których się nie daje zatrzymać odbywa się często przez seksualne wydalanie (to w wersji męskiej hetero), a potrzeba zawłaszczania i sklejania się z obiektem realizuje się przez seksualną inkorporacje (to w żeńskiej wersji hetero i męskiej homo). Poza tym nie do końca bym się zgodził z tym, że w dzisiejszym świecie mamy zwieraczy niedostatek. Faktem jest, że namawia się nas mocno, byśmy zwieraczy się wszyscy wyparli, ale na przykład dziewczyny chore na anoreksję wydają się zbiorowo tego odmawiać i zważywszy siłę ich determinacji w tej walce można przyjąć, że przywiązanie ludzkości do zwieraczy jest potężne. Dla mnie było zawsze dosyć zabawne, że w omawianiu anoreksji w mediach tyle uwagi poświęca się części związanej z koncentracją na wyglądzie, a zupełnie pomija się tę część związaną z niechęcią do przyjęcia czegoś do środka siebie. Wydaje mi się, że to jest jakoś ważniejszy element, taka niechęć do przyjęcia czegoś do wewnątrz. Pozostanie niezabrudzoną, nieskalaną, fascynacja kośćmi, szpikiem i odrzucenie tej całej reszty. Zamknięcie zwieracza górnego na wszelkich gości i dążenie do absolutnej czystości. Pełna, totalna dyscyplina. No i drugi element, to fenomen kobiet nie chcących mieć dzieci. Nie pozwolić, by „coś we mnie mieszkało, weszło we mnie i ze mnie wyszło”. To jest można powiedzieć zwieracz totalny. Nic się nie prześlizgnie przez metafizyczne domknięcie sfery takiej osoby.

  • Acerolka:

    Wow. Dzięki za ten wpis. Jestem specjalistką od wpadania ze skrajności w skrajność: zupełny luz/zupełna kontrola. Już kiedyś czytałam tan artykuł. A dziś przemówił do mnie wyjątkowo. Może dlatego, że wreszcie znajduję złoty środek „silności zwieracza”? Mam nadzieję 😉 Pozdrawiam

Zostaw komentarz

Wyszukiwanie
Słowa-klucze
Facebook