Ostatnie okruchy

"Za rozsądną zapłatę każdy rozsądny człowiek zdecyduje się na wykonanie trzech fikołków." - Chryzyp, 250 p. n. e.

Wszystkie
na Twitterze

To jest miejsce do zadawania pytań, na które będę się starał odpowiadać na Psychoblogu. Aby zadać pytanie, wybierz odpowiedni przycisk z komentarzami poniżej.

Udostępnij na FB

Sto dwadzieścia dwa komentarze do “Masz pytanie? Zadaj je tu.”

  • mada:

    czy możliwe jest opisanie pojedynczych symptomów obecności wirusa u dzieci?

  • wojtek:

    Jak znalezc wspolneych znajomych, grupe, odrzucic samotnosc?

  • samotna 23 latka:

    Witam,
    mam podobny problem do Wojtka. Znajomości nawiązuję bez problemu, gdyż jestem otwartą osobą. Jednak od końca liceum tak potoczyły się moje losy, że w ciągu roku zrezygnowałam ze wszystkich znajomości licealnych, po czym poznałam chłopaka i on stał się alternatywą na samotność. Potem związek rozpadł się, mija 1,5 roku, a ja wciąż nie mam swojej grupy znajomych. Zawiodłam się na osobie, którą nazywałam najlepszą koleżanką. Została mi jeszcze jedna, z która mogę się od czasu do czasu spotkać. Jest mi z tym ciężko. Próbowałam poznać kogoś z internetu, wyjechałam sama na wakacje, zorganizowałam z ludźmi z internetu sylwester w klubie (nieudany). Ciężko mi nawiązać kontakt z kimś na dłuższy okres. Najbardziej zależy mi na koleżance. Zawsze albo czegoś w znajomości mi brakuje, albo czuję się gorsza… Oprócz tego mam nieodparte wrażenie, że ludzie są zamknięci na własny krąg znajomych. Studiując zaocznie i prywatnie do tego, większość osób jest starsza, niekiedy dodatkowo mieszka poza Wrocławiem. Piszę to wszystko tutaj, bo już nie radzę sobie ze swoją samotnością. A czytając „Wirusa samotności” jakoś nie potrafiłam dopasować się do żadnego :/
    pozdrawiam i dziękuję za odpowiedź.

  • madzia:

    jak poradzic sobie z samotnoscia ?? juz tyle razy zaufałam innym a oni mnie odrzucili??jak sobie poradzic??

  • julka:

    Witam,
    jestem matką, żoną a mimo to czuję się potwornie samotna. Od jakiegoś czasu nie potrafię stworzyć bliskiej relacji z żadną osobą. Wychodzę z założenia, że nikt nie ma ochoty na znajomość ze mną i generalnie czuję się gorsza.
    Z drugiej strony jest we mnie nieodparte pragnienie bliskości z drugą osobą a mąż niestety nią nie jest…Nie wiem, gdzie szukać takiej osoby, choć to banalnie brzmi. Czy może szukać rozwiązania w sobie…

  • samotny27:

    Witam! mam podobny problem.jestem samotny i czuje samotnosc od kad tylko pamietam!jestem komunikatywny ,chetnie tez nawiazuje nowe znajomosci.nie jestem wymagajacy i nie mam tez wysokiego mniemania. jestem po paru nieudanych zwiazkach,w których zostałem 2 razy zdradzony i wykorzystany.Po tym wszystkim juz 4 lata jestem sam jak palec,oczywiscie poza rodzina przed ktora udaje ze wszystko jest kolorowo….jednym słowem masakra az zyc sie niechce jak pomysle ze ma byc tak dalej…:(( Obecnie w bezskutecznych poszukiwaniach bliskosci… pozdrawiam samotnych!!

  • samotna 23 latka:

    Czy ktoś tutaj może uzyskał odpowiedź? Bo ja nie :/ a może jest ktoś z Wrocławia? nie zależnie od wieku, można by spróbować zawiązać przyjaźń… pozdr

  • aniewiad:

    Nie wiem, czy wpisuję się we właściwym miejscu, bo nie czuję się „zawirusowana” ani w „linii partii”… Kiedyś nabrałam się na WSDP i Pana nazwisko wydało mi się znajome, gdy natknęłam się na ten blog. Przeczytałam go – jak dawno temu „WS”- z dziwną mieszanką oburzenia i rozbawienia [doceniam Pana poczucie humoru]. Odnoszę się do swoich doświadczeń i nie zgadzam się z Panem.
    Blog nosi tytuł „Świat potrzebuje terapii”. Odczytuję to: „świat zwariował i o tym nie wie, ale są psychoterapeuci, którzy go wyleczą”. Oto freudowska wizja, gdzie istnieją jedynie pozory ale i, Bogu dzięki, garstka fachowców, która potrafi wydobyć z głębin Prawdę niedostępną dla oczu przeciętniaka.
    Jeśli samotność to powszechna choroba, wynikająca z (nieuświadomionych) traum dzieciństwa, dlaczego ja , wychowana w zimnym, agresywnym otoczeniu, lubię siebie taką niedoskonałą jaka jestem, żyję od dwudziestu lat w udanym związku, mam niewirtualnych przyjaciół i kocham moich rodziców mimo ich jakże ułomnego rodzicielstwa- i to wszystko bez lat morderczej psychoterapii? Czuję się zakorzeniona w sobie i świecie, „tym co jest”, również wtedy gdy boli mnie samotność aż do kości [też tak bywa]. Samotność postrzegam jako element mojego człowieczeństwa, tak jak cierpienie czy egzystencjalny lęk.
    Nie umniejszam wagi ludzkiego cierpienia. Zgadzam się, że przynosi ulgę kontakt z drugim życzliwym człowiekiem. Ale skuteczność psychoterapii to myślenie życzeniowe jednej i drugiej strony. Przeszłam krótką psychoterapię behawioralną. Życie nie stało się bezbolesne, i tak już będzie, pewnie musi tak być. I dobrze. Trudno stanąć codziennie oko w oko w warunkach naturalnych z drugim człowiekiem, z jego pięknem i podłością. Lub co gorsze: ze sobą samym – w pokorze i w samotności właśnie. Łatwiej wydać 100 zł na kupno protezy bliskości czy fachowca od trudnych pytań.
    Pisał Pan kiedyś, że patriarchatem oddychamy jak powietrzem. Ja łapię się też często na tym, że przyjmuję bezrefleksyjnie współczesne paradygmaty np. laicki humanizm, wiarę w „ekspertów”, w potęgę samoświadomości, w zasadę przyjemności etc etc. Szczerze przyznam, że nie mam pojęcia jak wygląda Rzeczywistość, gdy odsunę te założenia. Czy jedyną receptą na spełnienie jest życie „sparowane” lub stadne? I czy są „recepty”? Ciekawa jestem czy uznałby Pan za spełnione życie Kanta albo van Gogha? Albo współczesnej rekluzy? I-tak na marginesie- czy życie po prostu nie może „być” a musi „być jakieś”?
    I ostatnia uwaga. Pisze Pan: „Jeszcze nie słyszałem o małżeństwie, które wpadło na pomysł kupienia dwóch tubek pasty, żeby każdy mógł wyciskać po swojemu”. Naprawdę? My mamy w domu oddzielne tubki…
    PS : ja wyciskam od środka i niemetodycznie 😉

    Pozdrawiam
    Anna Niewiadomska

  • Marylka:

    cyt
    wychowana w zimnym, agresywnym otoczeniu, lubię siebie taką niedoskonałą jaka jestem, żyję od dwudziestu lat w udanym związku, mam niewirtualnych przyjaciół i kocham moich rodziców mimo ich jakże ułomnego rodzicielstwa

    hehe to co ty tu robisz?

  • Samotna bez Ciebie....:

    Nie umiem poradzic sobie w zyciu 2 miesiace temu zmarl moj maz (prawie maz)strasznie bylismy blisko,szukalam cale zycie tak wielkiej,prawdziwej milosci znalazlam ja w internecie na portalu Sympati,lecz byla mi dana tylko 2 lata,moj ukochany zmarl nagle(zator pluc)nie moglam nawet sie pozegnac nie bylam przygotowana na tak szybkie odejscie zostalam sama z synem 14 letnim w obcym kraju bez rodziny,pracy stalej nie potrafie zyc bez niego on byl mym powietrzem i sensem zycia jak sobie poradzic z ta strata wiem ze mam syna ,ze musze o niego zadbac tak bardzo mi ciezko,nie mam sie nawet komu wyzalic z tad moj wpis tutaj nie wiem czy ktos to przeczyta czy est ktos kto moze mi pomoc???jak wyjsc z tej traumy moj Darek zmarl na mych oczach a ja nic nie moglam zrobic kompletnie nic nie umiem zrozumiec jak zdrowy postawny mezczyzna moze umrzec z dnia na dzien jak to jest mozliwe jak???boze jak uporac sie z tym wszystkim tak bardzo mi zle boje sie ze serce mi peknie ze nie podolam temu wszystkiemu polowa mnie zmarla z moim kochanym pozostala druga ,ktora musi wychowac syna tylko syna bo chyba dla mnie skonczylo sie szzcescie i jedyne jakie mi pozostalo to syn pomoc jemu mam 37 lat koncze dokladnie za 2 tygodnie 26 listopad mielismy razem swietowac zycie jest takie niesprawiedliwe czasem i tak potrafi dac w kosc czasem zadaje sobie pytanie czy ja jestem az tak zla ze tak wszystko sie uklada i czy az tak duzo wymagalam od niego tylko byc kochana i miec ukochanego mezczyzne u swego boku i tak szybko jak poznalam go tak szybko i niespodziewanie stracilam!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • Ciekawy:

    Witam serdecznie, dlaczego ten blog już nie jest aktualizowany? Bardzo ciekawe wpisy, a szkoda że od czerwca nic nowego się tutaj nie pokazało :(

  • wk:

    Jest aktualizowany :) to tylko pierwszy post jest przyklejony. Chyba to rzeczywiście jest mylące, pomyślę o zmianie.

  • Iza:

    Zaczęłam chodzić do psychologa,wiem,że sama podjęłam wcześniej decyzję o tym by być sama.Dotarło to do mnie miesiąc temu,poznałam mężczyznę,który jak mniemam będzie kimś ważnym dla mnie,otworzyłam oczy i poczułam,że chcę zrobić porządek ze swoim życiem.Chcę kochać,ryzykując,że zaboli,chcę mieć dom,rodzinę,wiedzac,że nic nie trwa wiecznie.Chcę żyć,bo innego życia miała nie będę…Ale żeby nie było tak różowo,boję się pracy,rozczarowań,miłości,tego że sama powtórzę swoje poprzednie błędy i będę go osaczać,zamiast kochać?Jeśli ktoś się waha czy iść do terapeuty,niech mi uwierzy,że warto.Za trzecim razem tarfiłam do osoby z którą umiem być całkiem szczera i wiem tylko,że to ma sens.Nie mam pojęcia ile to potrwa,a jest o czym rozmawiać(depresja,myśli samobójcze,DDA…)jak dla jednej osoby sporo.Nie chcę już uciekać przed innymi,przed sobą,chcę walczyć z poczuciem gorszości,lękiem…Czy mi się uda?MAM NADZIEJĘ.Mam 30 lat,jednego dnia zrozumiałam że tyle jeszcze tego życia przede mną,a jednocześnie,że przez 5 lat uciekałam przed sobą,oszukiwałam siebie,że umiem sama sobie wystarczyć,że nie tęsknię za miłością,bliskością i że nie chcę nikogo.Kłamałam,tylko po co?By zagłuszyć ból,by…sama nie wiem,by żyć,przetrwać…Ale to była zła droga,zły wybór,mój wybór,niestety.

  • doro:

    Skad bierze Pan pewnosc, ze „tesknoty, fantazje, niewytlumaczalne uczucia, nalezace jakby do kogos innego, nieznajomego, czasem przerazajacego” maja swoje zrodlo w czasie okoloporodowym i nieco pozniej?

  • astafakasta:

    mam 29 lat od około 10 lat jestem sam, wszystkie moje relacje kończyły się rozstaniem, jedno przeżywałem dramatycznie, stało sie tak nagle, teraz depresja i porównywanie ludzi do tych którzy są za bardzo ładni i pewnie zbyt inteligentni jak dla mnie oraz tych niedoskonałych też wydaje mi się jest dużo,szukam w necie znajomości ale nikt mi nie odpowiada na wiadomości albo po prostu chcą być same, myślę że ze mną coś nie tak, myślę że jestem w relacji dwójkowej, mój ojciec nie odzywał się do mnie prawie nigdy tylko matka,zazwyczaj były to awantury, boję się że nie jestem zbyt doskonały, czekam aż pojawi się we mnie moje zdanie że dojrzeję do relacji trójkowej, kiedy to się dzieje czy może wyniknąć samoistnie czy muszę o to zadbać?

  • roksana:

    Witam mąż wyjechał do pracy do Niemiec nie radze sobie z tym

  • Cecylia:

    Witam! nie chcę zadawać pytania, ale przeczytałam Pańską książkę „Wirus samotności”. Napotkałam w niej zdanie, że jezeli ja czytam, tzn.jestem samotna. Niestety nie. Czytałam ją z czystej ciekawości, bo nie było innej. Czy można być samotnym w pięknym, budzącym się do życia po zimie świecie? Pewnie tak. Czytając powyższe problemy jak najbardziej, ale przecież po nocy zawsze następuje dzień. Trzeba żyć chwilą(bynajmniej nie w sensie erotycznym). Też miewam dni gorsze i lepsze, bo każdy ma swoje kłopoty, ale rozpacz prowadzi tylko do depresji. I zwalanie winy za nasze niepowodzenia na rodziców, to trochę „niehalo”. Dysponujemy czymś takim jak dobra wola, chęci, postrzeganie dobra i zła. W moim słowniku nie ma słowa nuda, bo ona też zabija. Oj, rozpisałam się. Lubię być sama i korzystam z każdej wolnej chwili. Pozdrawiam.

  • Acerolka:

    Ja też nia mam pytania, a jedynie – taki mój wniosek. Gdzieś – nie pamiętam, czy w książce – napisał Pan, że Hollywood jest słusznie nasywane fabryką snów, że komedie romantyczne b. często kończą się upragnionym ślubem, a my – widzowie – oczarowani pozostajemy w przeświadczeniu, że tak słodko to już będzie zawsze. Ja tek odebrałam i zrozumialam Pana tamte słowa. A dla mnie – niestety – taką obiecanką, piękną wizję jest Pańska książka. Daje nadzieję, wrecz obietnice, że może być przepięknie. Po trudach terapii, pracy nad soba, hektolitrach lez, jest wielka szansa na wyjscie z samotnosci. Moze wielu osobom sie udalo. Moze tylko mnie nie. Jestem przeogromnie zawiedziona. Tylko tyle. Dla mnie niestety AZ TYLE.

  • aerith:

    jestem po terapii psychodynamicznej, która trwała półtora roku. Wraz w psycholog postanowiłyśmy ją zakończyć.
    O tyle o ile w czasie terapii miałam problem z okazywaniem uczuć, pod koniec mniejsze, teraz wyjatkowo często płaczę, czuję się przeraźliwie samotna.
    Wiem, że na wiele rzeczy w życiu to ja mam główny wpływ.
    Ale stanęłam w miejscu, w którym wydaję mi się, że najzwyczajniej nie potrafię żyć dorosłym życiem. mam 22 lata, nie mam żadnych bliskich przyjaciół, mam chłopaka z którym jestem kilka lat. Albo czuję totalny brak zainteresowania, albo w momencie kiedy okazuje mi uczucia, najchętniej bym się usunęła, nie chce tego słuchać. I nie potrafie świadomie tego kontrolować, coś z wewnatrz każe mi się odsunąc.
    Chcialabym sie rozwijac, pracowac, ale gdy juz przychodzi do rozmowy o prace, czy podpisania umowy, boje sie pojawic w tym miejscu, boje sie nowych ludzi, ze nic ta praca nie wniesie w moje zycie, ze spowoduje tylko strach i cierpienie. Absurdalne jest to, że najbezpieczniej czuje sie w domu, w ktorym czuje sie jednoczesnie strasznie samotna.
    Doskonale pasuje do mnien artykul, w ktorym napisane jest, ze nowi ludzie albo sa dla mnie niewystarczajacy, albo czuje sie przy nich duzo gorsza.
    Nigdy w zyciu ne mialam mysli samobojczych, teraz wydaje mi sie to idealnym rozwiazaniem, bo o ile jak mialam 14 lat zawieranie znajomosci towarzyskich wydawalo mi sie czyms normalnym i latwym o tyle teraz czuje sie jak totalny laik, ktory nic nie potrafi.
    nie wiem nawet czemu to pisze, chyba po to, zeby zwrocic na siebie uwage,

  • Aerith:

    Chyba ostatnia wiadomość, którą pisałam nie dodała się, więc pisze jeszcze raz.
    mam 22 lata, jestem po poltorarocznej terapii psychodynamicznej.
    Podjęłyśmy wraz z psycholog decyzję o zakończeniu w grudniu.

    Problemy zaczęły pojawiać się niedawno. Mam nieprzemijające poczucie osamotnienia ( o tyle o ile w trakcie terapii twierdziłam, że nie potrzebuję nikogo, żadnych ludzi o teraz cierpię na ich brak). Mam syndrom opisany w jednym z artykułów, że przy jednych osobach czuję się gorsza i wydaje mi się, że albo meni porzucą, albo odbiorą coś cennego, a przy drugich czuję się niezaspokojona, wydaje mi się, że są gorsi z różnych przyczyn i nie ma w nich nic ciekawego, więc szybko urywałam relacje.
    Boje sie podjęcia jakiegokolwiek nowego przedsięwzięcia, chciałabym sie rozwijać, za dwa lata koncze studia. Chciałabym isc do pracy, ale napawa mnie przeraźliwym lekiem jak ma dojsc do podpisania umowy. Uważałam przez długi czas, że to lenistwo mimo, że lubię działać i robić coś konstruktywnego to daje mi radość.

    Jestem z chłopakiem od kilku lat. Przez kilka lat walczyłam z jego – dla mnie – ‚nadmierna’ uczuciowosia. W momencie kiedy sie zmienil, czuje sie porzucona, osamotniona.
    Nie moge wyzbyc sie nawyku rywalizacji.
    Wszystko wydaje mi sie trudne i bez sensu, coś co jako 14 latce sprawiało mi radość i dodawało energii teraz powoduje nostalgie i pustkę.
    Tak jakbym nie nadawała się do dorosłego życia.
    Nawet moja mama nie widzi mnie w roli przyszłej matki, bo uważa że ciągle jestem sama jak dziecko.

    czasem po porstu totalnie nie chce mi sie zyc, mam jakieś zachowania agresywne wobec samej siebie gdy jest mi zle.

    Nie wiem zupełnie jak z tego wyjść, mimo ze po terapii myślałam, ze bede potrafiła rozwiązywać problemy sama.

  • wk:

    Może warto się skontaktować jeszcze ze wspomnianą psychoterapeutką?

  • cynam_ona:

    badzmy ludzmi..

  • Dasha:

    Jak moge sobie poradzic ze wczesnym wejsciem w zycie dorosle?
    Jestemmloda mama i nie potrafie sobie poradzic z rola rodzica oraz przyszlej zony:/

  • kikut:

    Poznaliśmy się na studiach. Najpierw spacery, wyjścia do knajpy, byliśmy coraz bliżej. Od początku pragnąłem się dowiedzieć, czy te spotkania coś znaczą. W końcu spytałem. Odpowiedziała, że tak, ale chce być sama, nie chce nowego związku. Jeszcze tej samej nocy namiętne pocałunki. Potem na każdym spotkaniu pocałunki i pieszczoty, choć za każdym razem mówiła, że nie chce tego więcej robić, że czuje się jednocześnie cudownie i źle. Podzielałem te uczucia – chciałem się zaangażować i jednocześnie bardzo bałem się bliskości. Mimo to byliśmy coraz bliżej – zachowywaliśmy się jak para i de facto parą byliśmy. Tęskniliśmy. W łóżku była wspaniała, chcieliśmy się kochać, planowaliśmy antykoncepcję – dla mnie to również był sygnał, że chodzi nie tylko o seks, ale o trwałą bliskość. Dla mnie i dla niej bliskość fizyczna była cudowna, ale jednocześnie jakby „zagrażająca”. Cały czas jednak z jej strony istniało jakby zastrzeżenie – nie chce związku. Ja też czułem, że chcę i nie chcę jednocześnie. Któregoś wieczoru powiedziała z bólem, że odchodzi.
    Ona jest po bardzo trudnym związku – była szaleńczo zakochana, oddana to tego stopnia, że rezygnowała ze swoich pasji i „osobnego” życia. On to wykorzystywał. Gdy wyjechała na studia zaczął ją oszukiwać. Zdradził. Rozstała się z nim, a on zaczął ją prześladować. Do dziś ciągle jest jakoś „obecny” w jej życiu. Jest tym zmęczona, a co najgorsze – boi się go. Powiedziała mi, że go nienawidzi i nie chce mieć z nim już nic wspólnego. Jednocześnie, gdy spytałem, oznajmiła, że go kocha, choć o byciu z nim nie ma mowy. Takie ambiwalentne uczucie.
    Bardzo mi na niej zależy. Nie mogę przestać o niej myśleć. Bardzo tęsknię.
    Gdy wyjechała do domu na tydzień, bardzo mi jej brakowało. Tyle że ona nie tęskniła, czasem tylko pomyślała: „ciekawe co on porabia?”, ale nie była to już ta tęsknota co kiedyś. Czy można ot tak po prostu przestać tęsknić?
    Ona chce być sama, nie chce wchodzić w związek nie tylko ze mną, ale z nikim. Jednocześnie wiem, że jestem dla niej ważny, chce utrzymywać normalne relacje. Nie jestem zwykłym kumplem (co po tym, co było między nami, nie dziwi), ale nie jestem tez jej facetem.
    Tymczasem ja czuję się odrzucony, strasznie cierpię, chcę by była ze mną, mimo świadomości własnych trudności z zaangażowaniem.
    Jestem tak zagubiony, że nawet nie wiem, co to oznacza być przy niej. Chcę tego, ale nie wiem jak to zrobić. Dzwonić do niej, czy się nie narzucać? Zapraszać do kina czy na spacer, a może nie? Kiedy spyta „co słychać” jak mam odpowiedzieć, że ok, skoro serce pęka i mam ochotę jej wykrzyczeć, że zwariuję z tęsknoty i pustki po niej? Jak czekać, gdy nie wie się na co? Rozstała się z nim pół roku temu – to dużo? A może mało? Same pytania bez odpowiedzi… Czuję się jak małe, bezradne dziecko…
    Czasami czuję, że jestem przez nią wodzony za nos – jednego dnia uśmiechnięta, wesoła i jak się spotkamy, to gadamy jak dawniej; następnego dnia znów zimna jak góra lodowa, nie mówi nic, jak się spotkamy to się mało co odzywa. Gdy zadzwonię i pytam co słychać, to czuję, że jest zła, że przeszkadzam jej w nauce (sesja na karku, no ale 5 min. rozmowy?); zaproponuję spacer to strasznie mnie przeprasza, że nie odpowiedziała zaraz bo nie miała przy sobie telefonu i pyta gdzie i kiedy się spotkamy, bo jest chętna. Innym znów razem, gdy zapraszam, by wpadła na fajkę jak będzie wracać z rolek, to nawet nie odpisze.
    Zawsze miałem kłopot z rozpoznawaniem granic autonomii drugiego człowieka, zwłaszcza w związku, jestem zaborczy i często z pretensjami (ale nad tym pracuję – leczę się), dlatego nie wiem, czy ja przesadzam i projektuję na nią swoją złość,czy ona rzeczywiście jest chwiejna? A może niezależna? Nie mam powodów, by jej nie wierzyć, że to co było między nami było oszustwem z jej strony. Poza tym po prostu czułem, że nie było. Powiedziała mi, że musi odejść dlatego, że zaangażowanie w pewien sposób ją obciąża; twierdziła, że nie może sobie poradzić z nieustającą obecnością mnie w jej głowie, że problemem dla niej było, gdy robiła cokolwiek, zadawane przez nią sama sobie natrętne pytanie, co ja na to, co ja bym pomyślał itp. Ja oczywiście wtedy gdy byliśmy blisko nigdy nie byłem, pomimo swych kłopotów, narzucającym swe wobec niej wymagania, wręcz przeciwnie – dopingowałem ją by, w przeciwieństwie do swego poprzedniego związku, nie rezygnowała ze swoich pasji i swojego życia. Czy można z dnia na dzień przestać tęsknić, myśleć o kimś? Czy możliwe, że jest jej trudno i dlatego jest taka chłodna? Czy możliwe, że wystraszyła się bliskości i uciekła? Czy możliwe wreszcie, że to ja mam problem z sobą?
    Już się całkiem pogubiłem.
    Nie potrafię się powstrzymać, by do niej nie dzwonić i wypytywać dlaczego nie chce się ze mną spotkać. Przeraża mnie moje własne zachowanie. Czuję, że zaczynam ją osaczać, że zachowuję się jak jej były. Ona się wkurzy i w końcu na serio będzie miała mnie dosyć (o ile nie ma mnie już dosyć, bo mówi, że ma dość takich rozmów). Kompletnie nie radzę sobie z jej odrębnością i nie wiem co z tym robić, a bardzo chciałbym jej na nią pozwolić!
    Czasem mi się wydaje, że jestem po prostu nudny i nie potrafiłbym sprawić jej frajdy. Często jest tak, że jak się jednak widujemy, to mam wrażenie, że nie ma o czym gadać. Z drugiej strony wiem przecież, że tak nie było – potrafiliśmy gadać normalnie, koncert, kino, knajpa – mówiła, że jest bardzo zadowolona. Nie wiem – może kłamała. Ale czy zmuszałaby się do wyjścia ze mną gdzieś?
    Powiedziała mi raz, że musi odejść, bym się zbytnio nie zaangażował i potem nie cierpiał. Może to ona bała się zaangażowania? Pomyślcie – jest z gościem, który jest fajny, tęskni za nim, sypia z nim i nagle mówi mu, że się boi by się nie zaangażował. Już nie wiem, czy ja nie rozumiem kobiet bardziej, czy siebie?
    Mija 1,5 miesiąca. Telefon milczy. Ja przestałem chodzić na zajęcia, by jej nie widywać – boję się własnych emocji. Wpadłem w dołek, nic nie ma sensu. Pragnę się do niej odezwać, ale bardzo boję się jej reakcji. Liczyłem, że ona jednak wykaże inicjatywę. Nie wiem, może minęło zbyt mało czasu, a może faktycznie jest jej dobrze bez mojej obecności. Tymczasem ja umieram z tęsknoty i nawet nie wiem, czy powinienem wyznać jej przy jakiejś okazji to, co czuję.
    Co robić, by pokazać jej, że warto jeszcze raz spróbować?
    Wiem, że ten wpis jest chaotyczny i nie opisuje całości sytuacji – odzwierciedla tylko stan mojej głowy.

  • zbigniewcichon:

    Nałogowiec kochania za bardzo ? Może zajrzysz na tą stronę: http://www.kobieceserca.pl/ ?
    Ja swego czasu korzystałem i takowe uzależnienie rozpoznałem u siebie.

  • petra:

    Pół roku, to może być za mało… Ja potrzebowałam więcej czasu po zakończeniu toksycznego związku. Daj jej czas. Niech wie, że jesteś, nienachalnie, nieosaczająco, obecny. Że może liczyć i że ma oparcie. I poczekaj jeszcze trochę. Zapytam przewrotnie: skoro nie chodzisz na zajęcia, żeby jej nie widzieć, to jak myślisz, jak ona się czuje, z jednej strony te wiadomości i telefony, z drugiej brak zainteresowania tak na codzień, tak zwyczajnie. Gdyby ktoś tak postępował w stosunku do mnie, trochę by to zamieszało w moich uczuciach i odczuciach. Powodzenia.

  • kikut:

    petra, co to oznacza nienachalnie? Czy mam pisać do niej co jakiś czas, czy jak? Ja naprawdę jestem zagubiony. Ponadto cała ta sytuacja jest dla mnie o tyle trudna, że sam mam zaburzenia osobowości i odrzucenie wywołuje u mnie falę tak wielkiej złości i całej masy innych trudnych i, moim zdaniem, niszczących emocji, że sam się siebie boję. To dlatego unikam jej, ale także „całego świata” – zapadam się w ciemną studnię :(

  • Viola:

    Czy życie na ziemi to kara za nasze grzechy i winy,
    czy tez nagroda z cudownej boskiej krainy.
    Jeśli nagroda jest życie, głowy ku Tobie chylimy
    i dzięki Ci Panie składamy, a imię Twoje wielbimy
    Lecz skoro nagroda jest życie, dlaczego czasem cierpimy?
    czyżby wraz z przyjściem na świat, nieszczęście w posag wnosimy?
    To jaka nagroda jest życie skoro nieszczęście tu jest?
    Stworz nam Panie taki świat na którym nie będzie łez.
    A jeśli kara jest życie, za co nas Panie karzesz?
    Powiedz co czynić mamy, zrobimy co tylko rozkażesz.
    Wiec czym jest życie na ziemi? czy ktoś odpowiedz mi da?
    Nie nie usłyszę jej z nikad, bo tylko Bóg Pan nasz ja zna!!!

  • kikut:

    Chce się spotkać. Co teraz? Ujawnić swe uczucia, czy udawać, że jest ok? Zniknąłem na 3 tygodnie, bo się uczę do sesji, czy dlatego, że sobie nie radzę i dopadła mnie kolejny raz zmora depresji? Mówić prawdę, otworzyć się, wyrzucić z siebie wszystko, czy trzymać dystans? Jakby nie było, wiem, że po spotkaniu będzie bardzo boleć :( Rozum mówi, że ona chce się spotkać jak z kumplem, bo dawno go nie widziała i koledzy na uczelni pytają co ze mną, a dusza pragnie, by powiedziała, że bardzo za mną tęskni :( Nie potrafię godzić się z odrzuceniem, odmową, rzeczywistością taką, jaka jest – tym bardziej będzie bolało na i po spotkaniu :( Tak pragnę, żeby moje ja nie zależało wyłącznie od miłości drugiego człowieka, bym potrafił zadbać o siebie sam, by utrata nie była końcem wszystkiego :(

  • Diana:

    Jeszcze nigdy nie korzystałam z Internetu w takiej sprawie.Nie należę do portali społecznościowych.Pracuję, dużo pracuję i nie czułam się do tej pory samotna.Ma córkę piękną i mądrą, która wybiera się na studia na drugi koniec świata.Dla mnie oznacza to zerwanie wszystkich więzi, dla niej rozwój i wolność.Nadmienię, że bardzo się kochamy, bo praktycznie mamy tylko siebie.Perspektywa rozstania zupełnie zmieniła moją psychikę, płaczę, ciągle płaczę.Czego oczekuję, pisząc ten list ? Nie wiem.Wszyscy mówią, że powinnam być dumna mając taką zdolną córkę, ale to nie ich dziecko wyjeżdża.I mają mężów, żony…A ja tylko ją.

  • Cecylia:

    Kobieto! Nie panikuj, ja mam syna w Afganistanie! Na nie swojej wojnie! koleżanka męża – została z małym dzieckiem, poroniła ciążę! I jeżeli rozczulałybyśmy się nad sobą do kogo Oni wróciliby? Przecież Twoja córka będzie utrzymywać z Tobą kontakt. Cieszcie się chwilami.

  • lisa:

    Witam. Diana,rozumiem twój żal i lęk…Każdy ma inne problemy,mniejsze i większe,straszniejsze i mniej straszne…każdy jednak przezywa to tak samo mocno i drastycznie bez względu na to jak wielki wydaje się problem innym, ponieważ przezywamy to indywidualnie…dla mnie tragedia był wypadek syna,dla koleżanki choroba córki,mimo że była uleczalna,bo każdy ma swój próg bólu i cierpienia. ja przeżywając prawie śmierć własnego dziecka,mogłabym krytykować koleżankę,ale przecież nie mogę,bo mnie akurat spotkało to,a ja trochę coś mniej drastycznego,aczkolwiek miała prawo przeżywać to tak samo jak Ja!!! bo taki był jej próg,to było dla niej najgorsze przeżycie w tym momencie.
    Wiem,że poradzisz sobie z tym i za jakiś czas będziesz się uśmiechała do tej sytuacji będąc jeszcze bardziej dumna ze swojej córki:) Pozdrawiam.

  • Mola:

    Od zawsze jestem samotna, choć sama prawie nigdy…I choć w dużej części samotność generuje postęp techniczny to w moim przypadku jest to chyba nadwrażliwość emocjonalna, „dzięki” której prawie nikt nie wie o czym mówię, kiedy mówię :-)
    Przyzwyczaiłam się, choć czasami trudno jest zrozumieć dlaczego „być” znaczy dzisiaj tak niewiele, za to „mieć” stało się potęgą…
    Pozdrawiam

  • solus:

    kikut, zaglądasz tu jeszcze? Minęło ponad pół roku, jak rozwinęła się sytuacja „zewnętrzna” i „wewnętrzna”? Na podstawie tego co pisałeś nie uważam byś był jakoś patologicznie uzależniony od miłości, zakochałeś się i nie widzę nic niewłaściwego że cierpisz (cierpiałeś?) katusze kiedy druga strona nie owzajemniła uczucia, bądź zrobiła to połowicznie. Może (a właściwie na pewno) nie jestem obiektywny, sam mam na tyle poszarpane i wynaturzone potrzeby z tym związane, że nie jestem w stanie zdobyć się nawet na nawiązanie relacji (były jakieś bzdety, zupełnie bez sensu, poraniłem ze dwie dziewczyny i tyle), lata psychoterapi i proszków niewiele mi dają, a sam mam tych lat już bez mała 35… Może mądrzy ludzie mogliby powiedzieć, że mógłbyś lepiej radzić sobie z odejściem i bolesnym zawodem, ale sam zawód jest raczej na miejscu i nie uważam że akurat w nim powinieneś upatrywać jakiejś swojej „nieadekwatności”. Ja do mądrych nie należę i potrafię wyobrazić sobie że taka sytuacja byłaby dla mnie horrorem, może dlatego uprzedzając rozpacz w relacje nie wchodzę, a właściwie czuję się odrzucony już na wstępie, właściwie to w pewnym sensie abstrahując od konkretnej osoby, po prostu nie za bardzo potrafię uwierzyć, że ktoś mógłby mnie pokochać i potraktować poważnie, miałem dość mocno niestandardowe dzieciństwo i historię z mamą…

  • Anonim:

    Czasem zaglądam.
    Nic się nie zmienia – męczę się tak samo jak wtedy. Jakoś w listopadzie odezwałem się do niej, powiedziałem co czuję, jak doskwiera mi jej brak, ale stwierdziła, że dla niej ten rozdział jest zamknięty. Utknąłem na etapie pierwszej rozpaczy po odrzuceniu i nie potrafię pójść dalej, niestety.
    To co piszesz o lęku przed relacjami i ich unikaniem, o terapii i lekach, dotyczy także mnie. Porzucenie też jest dla mnie horrorem, ale mimo to pakuję się czasem w związki – tyle że jak ćma do ognia, na zatracenie. Przepraszam, ale póki co nie mam siły więcej pisać. Trzym się!

  • kikut:

    Zapomniałem się wyżej podpisać.

  • kikut:

    Jeszcze jedno.
    Petra mi kiedyś napisała, bym próbował być „nienachalnie”. Nie wiem jak mają inni, ale ja potrafię tylko „wszystko albo nic”. Ja nie daję rady inaczej, nie wyobrażam sobie, bym mógł być przy niej blisko i nienachalnie z moją zachłannością i zaborczością. Czy można być „znajomym” dla kogoś, do kogo czuje się dużo więcej? Jak to znosić??? Ta cała historia zmiażdżyła mnie tak bardzo, że praktycznie wycofałem się nie tylko z relacji z tą dziewczyną, ale i z „całym światem”. Studia to już raczej eksternistycznie robię, tak boję się spotkania. Bardzo chciałbym umieć radzić sobie z własnymi emocjami na tyle, by je znosić i z nimi żyć. Ale wciąż nie umiem i wciąż się z tego powodu nienawidzę. Innymi słowy – mam poważne wątpliwości, czy jest w ludzkim życiu możliwa sytuacja, że pomimo odrzucenia relacje układają się dobrze, z nadzieją, że kiedyś znów coś się wydarzy. Z resztą, to już bez znaczenia – mówiła, że chce dobrych, koleżeńskich relacji, ale spotkać się nie chce.

  • petra:

    kikut, solus: mam pytanie, ponieważ obserwuję problem z tej drugiej strony. Chciałabym zrozumieć pewnego mężczyznę, który, mimo mojej wstępnej akceptacji i mojego przyjaznego odnoszenia do niego już dwukrotnie pojawiał się na chwilę, potem znikał, wracał i znów zamilkł, w międzyczasie opowiadając, jak bardzo nie chce mnie krzywdzić. Nie mogę powiedzieć, że cierpię, ale zwyczajnie nie rozumiem. Czy Wy macie podobnie jak on?

  • kikut:

    Wiesz, jest taki stereotyp mężczyzny, który się boi bliskości, związku, zaangażowania, odpowiedzialności itp. No ale to stereotyp. Po mojemu, jeśli on mówi Ci, że nie chce Cię ranić, to tak jakby coś projektował. Jakby sam bał się, że zostanie zraniony. A że mimo to się wciąż pojawia? Ja na ten przykład mam tak (co jest koszmarem), że jednocześnie bardzo pragnę bliskości i boję się odrzucenia. W takiej sytuacji trudno moim uczuciom „podjąć decyzję”, rozrywają mnie dwie przeciwstawne, znoszące się nawzajem siły i w efekcie trwam w bezruchu. I nie jest to niestety kwestia woli :( Nie ma znaczenia życzliwość i otwarcie drugiej osoby – to tkwi we mnie, w mojej głowie.
    Ja mam akurat tak, ale może na rzeczy jest coś innego?

  • petra:

    dziękuję. Pomogłeś mi. Po poznaniu Twojego punktu widzenia będzie mi łatwiej podjąć decyzję, jeżeli on znów się pojawi. Trzymam za Ciebie kciuki:)

  • kikut:

    Dziękuję. Pamiętaj tylko, że jestem chory i patrzę na świat przez swój, zaburzony pryzmat.

  • petra:

    to nie ma znaczenia. Zawsze staram się brać pod uwagę wszystkie możliwe powody zachowania tych, którzy są dookoła, nie chcę nikogo skrzywdzić nietrafionym sądem. Podpowiedziałeś coś, na co sama nie wpadłabym…

  • solus:

    kikut: Cieszę się z Twojej odpowiedzi, choć wieści niezbyt pomyślne, ale jak to mówi (wkurzające, ale niestety prawdziwe) porzekadło: „nikt nie obiecywał, że…”, marne to pocieszenie (a własciwie żadne), ale jest tu sporo „towarzyszy niedoli”
    petra: nie znam sutuacji w szerszym kontekście, ale wygląda mi to bardzo znajomo i właściwie kikut opisał sprawę wyczerpująco. „Bardzo bym chciał i bardzo się boję” potrafi tworzyć mieszankę wybuchową o strasznie destrukcyjnej sile rażenia, przy czym najczęściej jest to implozja a nie eksplozja, choć to może zależeć od usposobienia… Mnie też ostatnio, po wielu latach, zamajaczyła na horyzoncie jakaś potencjalna bliższa znajomość i od razu przyszło mi na myśl „nie jestem pewien czy to jest to właściwe uczucie, nie chcę dziewczyny zranić” Prawda, że ma ona za sobą bardzo nieszczęśliwy związek, co nie zmienia faktu że jak uświadomiłem sobie, że to prawie w 90 procentach racjonalizacje i mój własny lęk to aż się roześmiałem, mimo, że ogólnie mi w tych sprawach nie do śmiechu. Ona jakieś sygnały wysyła, ja czasem niby że też, ale potem cisza, nawet jej numeru nie znam (przyjaciółka przyjaciółki) i chyba nie chcę znać, meilujemy czasem ale z dużym dystansem. Ten mężczyzna może być w tym typie, choć (życzę Tobie i Jemu z całego serca, niezależnie jak się wszystko potoczy) prawdopodobnie na znacznie niższym poziomie patologii :)
    A tak btw, miało być to forum z pytaniami, a zrobiliśmy sobie z niego dyskusyjne pełną gębą, ciekawe co na to gospodarz bloga?

  • petra:

    myślę, że gospodarz bloga w końcu da nam szlaban:)
    Solus: dziękuję.

  • kamila:

    Czy ktos zauwazyl, ze powszechnym jest fakt samotnosci „we dwoje”. Dlatego wzielam rozwod i teraz jestem samotna w pojedynke. Czy istnieje w ogole inny stan anizeli samotnosc? Bardzo prosze o podpowiedz jak do niego dotrzec? kw

  • sjolander:

    jestem w związku z cudownym mężczyzną a mimo wszystko ciągle nie mogę poradzić sobie ze sobą. ciągle mi źle, niedobrze, smutno, nie tak, jak miało być. bez przerwy się czegoś boję i marnuję czas. co jest ze mną nie tak?

  • Alessa:

    Witam
    mam duzy problem i nie wiem co myslec. pare miesiecy temu wyjechalam z kraju. poznalam mezczyzne mieszkam z nim. ale on twierdzi ze potrzebuje swoich czterech scian i powiedzial cos co sugeruje ze powinnam znalezc swoj ‚dom’ . Mimo zapewnien ze mnie kocha i moge zostac u niego tak dlugo jak chce, to jednak nie chce sie wyprowadzac, wiem ze powinnam. Ale prawda jest taka ze nie znam tu nikogo moze 2 osoby, jezyka tez za bardzo nie znam (dogaduje sie po angielsku ze wszystkimi i w pracy tez). Codziennie czuje sie samotna i jak chora patrze kiedy wroci z pracy bo nie chce byc juz sama, a co bedzie jak sie wyprowadze? Przeraza mnie ta wizja. Zupelnie sama sobie. Nie wiem jak mam sie z tym uporac.
    Boje sie.

  • Wojtek:

    Chcialbym zadać pytanie?Jaki najwiekszy problem mają samotnicy zdyscyplinowani z wyjścia z samotnosci zdyscyplinowanej. Co stanowi dla nich najwiekszą przszkodę w kontaktach z kobietami?Czy może to że czują sie gorsi,malo atrakcyjni?Czy moze mieć to podloże w wychowaniu przez srogiego ojca?Prosze o komentaz, pytania?

  • Luke:

    Witam.

    Panie Wojciechu mam nadzieję, że pomiędzy pracą a swoim życiem prywatnym będzie Pan znajdował trochę czasu, aby pisać artykuły. Są bardzo ciekawie i inspirujące. Lubię je czytać.

    P.S. Może kiedyś przyjdzie czas aby wpuścić reklamy, aby serwis mógł się utrzymać, a żeby Pan też miał dodatkowe „owoce” z tej pracy.

    Pozdrawiam

  • bozenna:

    Czytajac ponizsze teksty jestem poruszona,ze tak mlode osoby bedące w związkach są samotni (rozumie to teraz bardzo dużo ludzi jest samotnych i obawiam się, ze bedzie to narasta). Może moja historia da Wam do myslenia, że jeszcze nie jest tak w Waszych zwiazkach żle, Mam 59 lat i dopiero teraz czuje się samotna. Opiszę krótko dlaczego. Mąż mój zmarł gdy miałam 28 lat zostałam z dwójką 2 i 3 letnich dzieci świat się dla mnie zawalił. Zycie całkowicie (nie poświęciłam nie lubię tego okreslenia). Opiekowałam się przez 6 lat dziećmi korzystałam z urlopu wychowawczego.. Ale życie szybko mija, dzieci ukończyły studia, mają mieszkania, jestem dumna. Tylko jedno jest najgorsze nie rozumieją mnie, i nie mają dla mnie czasu dzwonią kiedy jestem potrzebna i w pośpiechu odchodzą. Nie mam znajomych ponieważ nigdy nie miałam czasu jak mnie zapraszano nie miałam czasu. To był błąd, ale dzieci nie są temu winne. Cała moja miłość oddałam im. Teraz nawet jak ktoś mi proponuje spotkanie odmawiam. Nie wiem czego się boje dlatego po latach poszłam 1 raz do psychologa zadał mi pytanie czego oczekuje? mowiąc prawdę nie wiem sama nie wiem sama musze sobie poradzić myslę, że brak mi zajęć i chyba o to chodzi musze wziąść się w garść nie rozmyslać o dzieciach to juz dorosłe kobiety radzić sobie jak do tej pory. I tak juz sporo napisałam przepraszam, że tak trochę chaotycznie. Jeszcze jedno codziennie po kilka godzin siedzę przy mamie, która jest po drugiej opieracji mózgu nie mówi karmiona bezpośrednio do żoładka to jest dla mnie najgorsze co przechodzę. Pozdrawiam Wszystkich serdecznie życzę dużo wytrwałości, pogody ducha. Nie poddawajcie się. Pozdrawiam

  • artystka:

    wpisałam się na forum i od razu mam wątpliwości. Czy komputer i internet w ogóle ma się jakkolwiek do samotności?

  • Dreamer:

    Czuję się samotna. Wszyscy ludzie tak szybko odchodzą, chociaż chciałoby się ich zatrzymać przy sobie jak najdłużej. Jak sobie z tym radzić? Jak znaleźć przyjaciół i otworzyć się na ludzi? Byłabym wdzięczna za odpowiedź.

  • Wenus:

    Witam i znów jestem na początku wędrówki w głąb siebie, której nie skończyłam po okresie dojrzewania kiedy to wylewałam uczucia na papier, co w samotności pomagało mi, takie parafrazowanie bez świadków. Szybko odkryłam, że mówienie o problemach wprost i rozwiązywanie ich zamiast unikania tematu ułatwia życie i też jest ok…. I długo była cisza, mąż , dziecko, praca , wymarzony dom i moja choroba, zamknięcie się w sobie. Na zewnątrz niepoprawna optymistka, wiecznie z bananem na ustach, który mimo wszystko przetrwał.W zaciszu domowym smutek, nostalgia i w końcu rozwód….z uwagi na fakt, iż należę do ludzi dla których samotność wywołuje brak poczucia bezpieczeństwa, wplątałam się w kolejny związek szybko zamieszkalismy razem i co? moje wyobrażenie o nim, a raczej fantazja i fakt że inaczej przedstawił się, a w prani wyszło inaczej, pękło jak bańka mydlana. I mimo mojej niewygody znosiłam go z czasem coraz bardziej atakując go słownie. 2 dni temu kazałam spakować mu się i rozstałam się. Mój rozsądek i moje ciało nie mogło znieść jego bezrobocia, uciekania od problemów, piwa i w końcu impotencji…..Dziś pozostał mi syn, ale nie będę chorobliwie przelewała uczuć na niego robiąc mu krzywdę. Zaczęłam zastanawiac sie co robię źle, ale zaraz przychodzi mi na mysl zdanie kobieto nie przepraszaj za to że żyjesz. Moje dzieciństwo niestety polegało na pomocy matce, młodszym siostrom i zastępowaniu ojcu syna którego nie miał. Byłam bita i poniżana, ale to już jest za mną. Mój ojciec nie żyje, przed śmiercią usłyszałam przepraszam i tylko on mówił że mnie kocha. Mojej matce i siostrom ciągle pomagałam, oddałabym swoje serce aby było im lepiej. Niestety pojawił się okres kiedy to ja potrzebuję ich wsparcia, ale ich nie ma. Łącznie z matką są nastawione na branie, ale czego ja oczekiwałam. Myślały że jestem pewną siebie, optymistką której wszystko wychodzi, a ja je zwiodłam i lipa licz sama na siebie. Czy są jakieś terapie które pomogłyby mi odnaleść siebie, odzyskać równowagę i harmonię wewnętrzną?. Chciałabym normalnego związku i być szczęśliwą matką. Nie chcę zgadzać się na to co mi nie odpowiada, ja też istnieję i chciałabym przez chwile aby ktoś zaopiekował się mną. Ojjjjjj ale nabiadoliłam i co może przestane już płakać. Czekam na odpowiedź.

  • Agata:

    Samotność jest wtedy, kiedy nie ma się nawet siebie.

  • wk:

    Wenus, poszukaj odpowiedzi we wcześniejszych wpisach, była już mowa o tym, że jak się otwiera dla wszystkich serce to pierwsza pojawi się przy nim chytra baba z Radomia.

  • Takaja:

    Witam. Przeczytałam Pana artykuły i moją uwagę zwrócił ten dotyczący mizantropii. Znam kogoś, kto myśli i postępuje właśnie w ten sposób. Udało mi się nawet utrzymać z nim bliższy kontakt, jestem właściwie jedną z dwóch osób, która zyskała sobie jego zaufanie. Rozmawialiśmy na ten temat i wiem, że on jest świadomy swojego problemu, ale też nie widzi z niego żadnego wyjścia, a przynajmniej nie spieszy mu się do tego, by wyjść do ludzi. Czasem wydaje mi się, że wszystko jest w porządku, że może on tylko wyolbrzymia tą niechęć do ludzi, ale później okazuje się, że problem nadal istnieje. Gdy w pobliżu pojawia się jakiś człowiek, on po prostu urywa wykonywaną przez siebie czynność i tak jakby przygotowuje się na możliwy atak lub na ucieczkę. Nie za bardzo rozumiem podłoże tych zachowań… Wizyty u psychologa też nie pomagają, bo wtedy czuje się jeszcze gorzej, jakby uważano go za psychopatę i wysłano tam za karę. Próbuję zachęcić go do częstszych kontaktów z ludźmi, on jednak woli całymi dniami leżeć na łóżku i wpatrywać się w sufit, z przerwą na jedzenie i wyjście do łazienki. Bardzo chcę mu pomóc, zależy mi na nim. Proszę o jakąś wskazówkę, jak mam postępować. czy powinnam nadal próbować wyciągnać go z domu czy dać mu trochę czasu, aż może sam do tego dojrzeje? Czy zostawić go samego w pokoju czy siedzieć przy nim, choćbym nawet miała nic nie mówić? Czy mam o tym z nim rozmawiać i drążyć problem próbując dojść do sedna czy nie zadawać pytań na ten temat i udawać, że tak naprawdę wszystko jest OK i rozmawiać o błahych tematach? Czy mam się narzucać wtedy, gdy on mówi, że chce zostać sam, czy zostawić go w spokoju i martwić się, że znowu zrobi coś głupiego? Proszę o pomoc.

  • Paulina:

    Witam, z dużą potrzebą czytam Pana artykuły, tylko zastanawiam się, dlaczego są tak nieczęsto pisane, a takie mądre, proszę o więcej, jeśli to możliwe. Nie piszę tego ‚pod publikę’, naprawdę ciężko jest znaleźć coś mądrego w necie

  • ja:

    A kiedy samotnosc nie jest wyborem tylko konsekwencja wczesniejszego blednego wyboru. Kiedy na samotnosc skaza jestem przez odrzucenie i upokorzenie w relacji terapeutycznej i ujawnienie szczegolow mojej historii przez terepeute . Prosze o odpoewiedz chetnie poznam Pana stanowisko w tej kwestii. Tutaj o braku checi wyjscia do … nie ma mowy, raczej o braku itakiej mozliwosci ze wzgledu na upokorzenie

  • ja:

    Sytuacja o ktora chce spytac jest typowa .Jedna strona relacji ze znanych jedynie sobie powodow upokarza druga przez ujawnianie publicznie tresci powierzonych tej osobie w relacji w ten sposob skazujac mnie na samotnosc. Jakie rozwiazanie dla takiej nie wybranej samotnosci ?

  • ja:

    Czy tutaj pasuje rowniez cytat z Lema ?

  • Marta:

    Przez przypadek trafilam na Pana blog. A moze to nie do konca zbieg okolicznosci, skoro w wyszukiwarke google wpisalam slowo ,,samotnosc,,. Wiele pouczajacych madrych tekstow… Doceniam!
    Zastanawiam sie jak wazne jest w zyciu znalezienie oparcia w drugim czlowieku?! Mam wielu znajomych, przyjaciol, rodzine… Wszyscy powtarzaja – zobacz jakie masz szczescie… Masz swoje mieszkanie, dobra prace, nie musisz sie o nic martwic. Ale… to uczucie, gdy w sercu czuje sie pustke. Gdy wraca sie do swojego pustego mieszkania w ktorym znajduje sie tylko swoje rzeczy, ktore traca na wartosci, jezeli nie ma osoby z ktora moznaby je dzielic.
    Rodzina daleko, przyjaciele w swoich domach ze swoim zyciem i swoimi problemami… Czlowiek zmienia perspektywe myslenia. Wiem jedno. Rzeczy materialne, mimo tego, ze urozmaicaja zycie, nie daja nam calkowitego poczucia szczescia. Szczesciem jest odczuwanie bliskosci drugiego czlowieka. Pozdrawiam. Marta

  • zynagra:

    Witaj Wojtku ! Witajcie „samotni” ! Pracowałam nad sobą z pomocą terapeutów siedem lat. Zrozumienie naprawiło myślenie, relacje z synami, z ludźmi. Przez kilka lat byłam radosna. Nie czułam się samotna. Teraz piszę i płaczę. Zostałam sama !!! Coś złego wróciło. Lęk, bezradność, niechęć do działania. Dlatego tu jestem. Nie wiem tylko, czy poradzę sobie z korzystaniem z tego portalu. Niedawno nauczyłam się podstaw komputera. Pozdrawiam.

  • marcinomn:

    Witam.
    Bardzo proszę mnie nie szufladkować.
    Pracujemy nad projektem placeing.
    Projekt powstał z tego powodu że sami mieliśmy troszeczkę problemy z nawiązywaniem znajomości. Trafiliśmy do internetu, tam próbowaliśmy poznać rożne osoby na portalach, nie wychodziło to dużo zachodu, trudno tak naprawdę poznać ludzi o podobnych intencjach. Tak własnie pojawił się ten projekt.

    Pomyśleliśmy że w okolicy jest całkiem sporo osób które chciały by w tym samym momencie robić to co my, odczuwają potrzebę towarzystwa, rozrywki, aktywności. Jedynie czego nie maja to możliwości skomunikowania się i tak to ma działać.

    Na stronie której link zaraz podam, określa się miejsce, i mniej więcej czas i w jakim celu czy randka czy spotkania czy morze „okaże się w trakcie” Taka informacje zostawia się na portalu i inni ludzie mogą ich szukać.

    Jest to absolutny początek, próbujemy opowiadać o tym pomyśle ludziom dalej. Jeśli właściciel strony się zgodzi się zostawić ten wpis, to wszyscy będziemy mogli sobie pomoc przełamać ten koszmar jakim jest potrzeba towarzystwa, integracji, a ma się wrażenie że nie można nic zrobić.

    Podaje adres i zapraszam do używania, i pomocy w dotarciu do innych bo im nas więcej tym mniej będziemy samotni

    Podaje adres.
    http://www.placeing.com

    Pozdrawiam i dziękuję za przeczytanie, w razie jakiś pytań, lub sugestii zapraszam do kontaktu na

    placeing@placeing.com
    Albo na stronie jest zakładka pomysły, można tam zostawiać pomysły na rozbudowę portalu do czego serdecznie zachęcam.

    Pozdrawiam i cześć:)

  • ela:

    chcę wysiąść z tego pociągu ciągłych powrotów do przeszłości trudnej i bolesnej, nie wiem jak odciąć się od toksycznej miłości odtrąconej totalnie i ostatecznie, zabójstwo dziecka podyktowane korzyścią materialną przez własnego ojca staje się prawdą nie do przyjęcia a jednak uczucie pozostałe tli i niszczy od środka, co zwycięża miłość rodzicielska czy emocjonalna do własnego oprawcy, jak żyć w świecie pełnym obojętności i wśrod ludzi obdartych z uczuć, nauczyć się cynizmu i wyrachowania? to nie dla mnie….czy poczuję jeszcze radość życia?

  • Madzik:

    Miłość potrafi zpętlić, omamić, oszukać… Ale nie przez miłość jestem smotna gdy w okół mnie znajomi, mąż i córeczki. Dojrzałam do tego ze jestem samotna od środka. Nie tylko ja…bo przecież zawsze potrzebna, obrotna, pomocna, współczujaca. A czuję w sobie pustkę. Taką pustkę istnienia.

  • Cecylia:

    Witaj Madzik! Dlaczego czujesz pustkę? Znajdż w sobie pasję tworzenia, wszystko jedno czego; czytaj, ćwicz, dziergaj, maluj itp,itd; nie możesz być tylko na usługi rodziny, bo już się wypaliłaś. Rodzina od lat przyzwyczajona do służalczości matki uważa to za rzecz oczywistą, że matka „pogdacze”, ale i tak wszystko zrobi chociażby upadała na twarz,dlatego czas pomyśleć tylko i wyłącznie o sobie, chociażby 15 min dziennie.
    Pozdrawiam.

  • Zima:

    Witajcie
    W nawiązaniu do wpisu Cecyli.. zgadzam się z poradą… ale Madzik chyba nie o to chodziło… myslę, że ona wszystkim chce dogodzić, a nikt nie zauważa jej. Ona chce zwykłego ludzkiego zainteresowania Jej osobą, pragnieniami, potrzebami. Tak wywnioskowałam , ponieważ też cierpię z tego powodu. Przez ponad 25 lat starałam się mysleć o wszystkim i wszystkich. I tak wszyscy się przyzwyczaili, że nikt nie pomyślał, żeby mi zrobić jakąś przyjemność, niespodzianę itp.
    Kiedy dzieci dorosły stwierdziłam , żę czas wymagać wykonywania obowiązków domowych i tu niestety nie zostałam zrozumiana.. Mążokazał się bardzo troskliwy i wyręczał dzieci w obowiązkach ( sprzatanie, zakupy) , a ja zostałam odsunięta, wyobcowana… Niby na pierwszy rzut oka jest wszystko ok, ale to tylko pozory. Próbowałam z mężeem rozmawiać , ale w mojej ocenie on nie chce ( takie rozmowy sa dla niego za trudne, ” jest białe lub czarne” nie mozemy się porozumieć od dłuższego czasu. Jeżeli ktoś ma podobną sytuację to proszę o poradę , wsparcie…

  • rainylady:

    A co zrobic gdy wszystko wydaje sie w porzadku? Gdy zyje sie dla innych, nosi pod sercem córeczke, zyje sie w zwiazku i wszystko powinno byc jak z bajki. Co wtedy.zrobic, kiedyzjuż ból nie pozwala myslec. Mowic. Wtedy, kiedy ma sie ochote uciec, tylko nie za bardzo jest gdzie..

  • nikt:

    zawsze coś było ze mną nie tak. zawsze wszyscy byli rozczarowani, rodzice, znajomi wszyscy z którymi udało mi się kiedykolwiek związać. nigdy nie byłam wystarczająco dobra, a zawsze tak bardzo się starałam. tak bardzo chciałabym być dla kogoś najważniejsza, tak bardzo chciałbym czuć się kochana i potrzebna, ale może po prostu nie zasługuję, może po prostu cały wszechświat pokazuje mi że czas zakończyć te głupie i złudne nadzieje.

  • AGA:

    Czesc!
    A moze gdzies uciec? Problem w tym ze musze siebie zabrac ze soba. A to juz problem.od 25 lat mam meza i dwoje dzieci. brakuje mi zainteresowania od strony meza. Czuje sie samotna z nim ale ze soba czuje sie takze samotna.Czyli problem tkwi w mojej pokreconej psyche. Moge odejsc ale boje sie ze sobie nie poradze.Dodajcie mi odwagi!!! Aga

  • Kasia20141218:

    Słuchajcie, ja jestem na skraju załamania nerwowego. Przeszłam ciężką chorobę, boję się samotności i jej konsekwencji. Czasem mam ochotę strzelić sobie w głowę. Mam wrażenie że to się nigdy nie skończy..

  • Grzegorz:

    Witam
    Mam 41 lat zawsze miałem problem ze znalezieniem drugiej połowy , moje znajomości zawsze szybko się kończyły a nawet miałem problem z tym żeby jakaś kobieta wyszła ze mną na kawę czy do kina zawsze było jedno słowo NIE.Bez względu na to czy była starsza czy młodsza . Nie należę do osób nieśmiałych w pracy mam do czynienia z kobietami w różnym wieku lubię pogadać pożartować na brak poczucia humoru nie mogę narzekać , z tego co wiem jestem osobą lubianą . Sęk w tym że jak gdzieś do 32 roku nic mi w tym kierunku nie wychodziło przestałem się rozglądać za drugą połową i czuję się coraz bardziej samotny i odczuwam jej brak .Mam słabe poczucie własnej wartości które powoduje unikanie kontaktów z innymi z obawy przed odrzuceniem . Po prostu z góry wychodzę z założenia że usłyszę NIE . I jest mi z tym coraz ciężej . Porozmawiać z ojcem czy braćmi to nie to samo co z bliską osobą której mi bardzo brakuje . Wstyd się przyznać ale coraz częściej cisną mi się łzy do oczu jak jestem sam i o tym pomyślę .

  • pestka467:

    Witam
    Mam 40 lat i 10 letni związek małżeński ,który zabił we mnie wszytko.Strącił mrok tego czego zawsze się bałam samotności wyprania z jakichkolwiek uczuć.Kiedy patrzę na w daleką przeszłość widzę ufna kochliwą kobietkę,która mogła wszystko.Bliższa przeszłość to samotny związek oparty na spotkaniach 4 razy w roku,pełnych poniżenia,ubliżenia, upodlenia,braku szacunku do mnie i tego że dzwigam wszystko na swoich barkach od wychowania syna po samotne noce, wieczory, błahe i trudne problemy. Przyszłość? Nie ma jej.Bonie ma zaufania wiary w ludzi w ich pomoc w ich zrozumienie.Więc dalej zostaje samotność czasami ale bardzo rzadko płyną łzy.I straszna samotność,która nie pozwala na zaufanie już nikomu….Bo nikt nie pomoże Ci rozwiązać problemów jeśli już nie możesz rozwiązać ich sama…Zostaje tylko czekanie na koniec Świata….

  • Kasia:

    Pestka467 masz przynajmniej syna. To bardzo wazne. Ja mam 30 lat, starzejacych sie rodzicow I anichlopaka ani dzieci.

  • Kasia:

    Zastanawiam się skąd się bierze nasza wspólna dolegliwość jaką jest samotność. Zaskakują mnie w szczególności wpisy osób, które mają rodziny. Ja nie mam ani męża, ani chłopaka, ani dzieci i to co przeżywam jest tak na granicy rozpaczy. Ale myślałam zawsze, że jak się już jest 25 lat w małżeństwie to trudno się czuć samotnym. Zwłaszcza jeśli jeszcze są dzieci. Każde cierpienie się wówczas rozkłada na dwoje. Dzieci sa pociechą i jakąś obietnicą na stare lata. Ja się czuję jak codziennie wstaję jak żołnierz który wrócił z wojny do zniszczonego domu rodzinnego, w którym nikt nie przeżył. Jak się wraca do domu i ktoś na nas czeka, to przecież nie może być aż tak źle. Jak się ma zdrowie, gdzie mieszkać i prace, to w zasadzie nie powinno się niczego bać. A jednak samotność która dotyka ludzi którzy wypowiadają się na tym forum wydaje się tak złowroga i praktycznie trudna do przezwyciężenia, że ogólny wydźwięk tego bloga jest bardzo pesymistyczny. Odbieram wszystkich za bardzo cierpiących i przykro mi się robi. Nikt nie mówi jak sobie z tym radzi. A może to tylko po części wymysły? Pozdrawiam. Kasia

  • Kasia:

    Witam wszystkich ponownie,

    Jak sobie radzicie? Przyznam, że u mnie się ostatnio pogorszyło. Mam zapisane lekarstwa przez psychiatrę i poważne skutki uboczne. Nic od stycznia nie zmieniło się w temacie. Dalej muszę sobie radzić ze wszystkim sama. Czy ktoś z Was znalazł sobie receptę na to jak radzić sobie z problemem samotności?

    Bo u mnie coraz gorzej.

    Pozdrawiam. Kasia

  • safcia:

    Walczcie o lepsze jutro, nie ważne ze dziś jest źle, jutro będzie gorzej, ważne ze kiedyś może być lepiej, nadzieja nie zawsze daje to czego chcemy bo bywa złudna, ale wiara czyni cuda, więc uwierzcie w lepsze jutro

  • róźa pustyni:

    czysa granicewybaczania? czy mozna zapomniec mezowi przemoc i zyc dalej razem kiedy trzeba sie zatrzymac

  • Kasia:

    róźa pustyni, a czy mąż się zmienił? czy nadal używa przemocy wobec Ciebie?

  • róża pustyni:

    Kasia, nie wiem czy sie zmienił, bo zdecydowalam sie cos z tym zrobic i moje dzialania zagrozily jego pracy. zeby jej nie stracic, przestal. nie wiem czy to chwilowe czy trwala zmiana. Wyje z samotnosci ale nie chce zeby to poczucie zaciemnialo mi sytuacje. nie wiem co robic.

  • Kasia:

    Gdyby przestal moglabys myslec o wybaczeniu. A macie normalny kontakt ze soba? Przemoc fizyczna I psychiczna bardzo okalecza. Czasami zmiany jakie wywoluje w ofierze sa nieodwracalne. Gdyby maz mnie bil myslalabym o tym zeby odejsc. Ale gdybym go kochala a on se zmienil to mysle ze moglabym mu wybaczyc.

  • Kasia:

    Rozwinął się u mnie nowy problem. Najprawdopodobniej jako skutek uboczny przyjmowanych leków. Otóż odczuwam lęk kiedy przebywam sama w publicznych miejscach. Mam problem nawet z tym, żeby jechać na zakupy sama. Wiem, że to konieczność i jadę. Ale załatwiam swoje sprawy jak najszybciej i natychmiast wracam do domu. Nie mam problemu kiedy jadę z kimś z rodziny ale kiedy jestem sama wśród obcych ludzi i poza domem to to zamienia się w koszmar. Ma ktoś tutaj taki problem?

  • Kate:

    Kasiu, czy te skutki uboczne minęły?

  • Martynoi:

    Cześć jestem tu nowa. Przypadkowo trafiła na tego bloga. Wpisałam po prostu w google hasło samotność i oto jestem.
    Samotna mimo posiadania męża i syna. Dziwnie to brzmi ale niestety to prawda. Została mamą w wieku 22 lat. Kocham syna ponad wyszstko jest dla mnie ogromnął motywacją do bycia lepszym człowiekiem. A mąż to już bardziej skomplikowane. Męża mam tylko 7 dni w miesiącu. Pracuje w Holandii, jest kierowcą ciężarówki. Wyjeżdża na 3-4 tyg i wraca na tydzień. Ostatnio zastanawiałam się czemu czuję samotność. Otóż brakuje mi poczucia bezpieczeństwa. Osoby przy której będę w 100℅ bezpieczna, z którą będę mogła podzielić się swoimi uczuciami, myślami. Wcześniej o wszystkim mówiłm mężowi do telefonu, że jest mi smutno, źle itd… Ale słyszałem tylko to,że ciągle narzekam, i powinna się wziąć w garść. Hmm starała się i dalej to robię ale mimo to czuję się samotna. Wszystko jest na mojej głowie. Syn ma dopiero 1,5 roku. Tylko,że to nie chodzi o to,że spadło na mnie wychowanie dziecka, obowiązki domowe ją to ogarniam. Chciałabym po prostu czuć się bezpieczna, przestać płakać albo chociaż mieć się komu wyplakać. Zasypiac i budzić się przy najbliższej mi osobie a nie jest mi to dane.

  • Kasia:

    Cześć Kate, Niestety nie minęły. Musiałam ostatnio wyjechać w podróż służbową i ciężko ją zniosłam. Bardzo nie lubię być poza domem. A jak wróciłam do domu, to po prostu zrobiłam sobie herbatę, położyłam się na podłodze koło psa i tak leżałam jakieś 45 minut bo taką ulgę poczułam że już jestem bezpieczna.

  • Kasia:

    cześć Martynoi, współczuję. Z jednej strony zazdroszczę, że masz kogoś i masz dziecko, ale z drugiej rozumiem, że też jest Ci ciężko. Ja spędzam dużo czasu z mamą żeby się tak nie czuć. Nie mam przyjaciółki ani znajomych, ani chłopaka ani dziecka i wiem jak może być. Czekam aż ktoś tutaj napisze jak sobie z tym radzić a potem myślę, że każdy dzień przeżywania naszych problemów to jakiś sposób na radzenie sobie z nimi. Może gdy Twój syn podrośnie będziesz miała lepszy kontakt z nim. Może mąż zmieni pracę i będzie więcej w domu. Moja mama też miała ciężko, tata pływa i nie było go czasem w domu dziewięć miesięcy. Nie masz rodzeństwa?

  • Martynoi:

    Hej Kasia. Tak mama to lek na całe zło. Jest że mną na tyle ile może. Ma swoje życie, pracę itd. Mam też tatę który również jeździ ciężarówką. Rodzice nie żyją razem. Brat jak to brat ma 19 lat i mało ma czasu dla siostry a ja nie naciskami bo byłam w jego wieku i wiem jak to jest.
    Widzisz Kasku mi brakuje jednej a konkretnej osoby. Brakuje mi drugiej połowy. Człowiek jest tak stworzony, że potrzebuje kogoś kto kocha go inną miłością niż rodzicielska. Tak masz rację syn dorośnie i będę mogła sobie z nim porozmawiać ale syn dorośnie a mąż raczej pracy nie zmieni już z nim o tym rozmawiałam. On nie potrafi robić nic innego. Przykre ale prawdziwe. I najgorsze jest to,że miłość do niego przerodziła się w złość, nienawiść za to,że mnie zostawia na tyle czasu.

    Kasiu nie musisz odpowiadać ale zapytam.Czemu nie masz znajomych? Co jest powodem ich braku?

  • Kasia:

    Bardzo dużo wyjechało zagranicę, a od czasu mojej choroby o której nie chcę pisać na forum, nie udało mi się żadnych trwalszych więzi z nikim stworzyć.

  • Martynoi:

    Przykro mi…
    Przyjaciółkę miałam bardzo długo ale nasze kontakty słabły, mąż jej nie lubi i jesteśmy teraz tylko jakto to można nazwać kumpelami. Znajomych paru jeszcze mam ale przy małym dziecku ciężko zorganizować czas dla siebie także moje kontakty są kiepskie.

    Czasami zastanawiam się czy człowiek jest w stanie przyzwyczaić się do samotności. Czy pewnego dnia nie zaswieci mu się lampka,że jednak czegoś mu brak…

  • Kate:

    Cześć Kasiu,
    Mówią, że każdego dnia trzeba się przełamywać i wychodzić do ludzi. Nigdy nie wiadomo, co przyniesie takie wyjście. Niestety mimo, że mam grupkę znajomych, rodzinę i córkę, ciągle mi „mało”. Niekiedy myślę, że nawet kiedy spotkam tego wytęsknionego kandydata na partnera, on też nie będzie w stanie wypełnić pustki. Mam trochę powyżej czterdziestki, córka dorasta i odchodzi pomału z domu. Wiem, że tak musi być, ale jednocześnie boję się co będzie jak się wyprowadzi. Nie cieszą mnie samotne spacery, wakacje, nawet do kina bez sensu wychodzić, skoro nie ma się z kim podzielić wrażeniami. Czuję się taka… nieprzyporządkowana…

  • Kate:

    Martynoi, na Twoim etapie same zmiany przed Tobą. Synek będzie rósł i sytuacja będzie się diametralnie zmieniać. Może spróbuj nie myśleć o dalekiej przyszłości, tylko żyć teraz. Zwłaszcza, że teraz z takim maluchem pewnie nie jest Ci łatwo, ale będzie, na pewno. Dziecko w wieku 5-13 lat źródło wielkiej pociechy i plasterek na serce. Potem zaczyna być znowu trudno ;).
    Wspomniałaś o przyjaciółce, której mąż „nie lubi”. Ale skoro to TWOJA przyjaciółka to może warto znowu się zbliżyć, zwłaszcza, że z racji nieobecności męża ta Wasza relacja nie będzie w ogóle dotyczyć.
    Myślę, że są ludzie, którzy nie zauważają swojej samotności i tacy którzy są samotni nawet w tłumie przyjaciół.

  • Martynoi:

    Hej Kate. Masz rację i w 100% się z Tobą zgadzam. Codziennie wieczorem zasypia z myślą, że nadejdzie lepsze jutro i bardzo mocno w to wierzę.
    Co do przyjaciółki to tak nasze kontakty się odnawiają. Mąż o tym nie wie bo wydaje mi się, że tak jest lepiej aczkolwiek źle mi z tym,że na swój sposób go oszukuje.

    Mój problem w sumie to główny polega na tym, że odzwyczajam się życia z mężem. Z jednej strony brakuje mi poczucia bezpieczeństwa która daje ta drugą połówka ale z drugiej strony jest mi dobrze. Żyje własnym życiem, robię co chce, jem co chce itd. Pamiętam, że balam się tego jak mąż zaczynał pracę w takim systemie i moje obawy się sprawdziły.

  • Martynoi:

    Kate co do twojej wypowiedzi to może powinnas spróbować kogoś poznać. Albo chociaż nie stawiać muru przed sobą. Piszesz,że nie wiesz czy wyteskniony partner wypełni Twoja pustkę. Jeżeli nie dopuściła nikogo do siebie to nigdy się nie dowiesz. Przecież nic na siłę, jeżeli zobaczyła że to nic niedaje to nikt Ci nie karze bbyć z kimś bo tak trzeba. Jesteśmy wolnymi ludźmi, a każdy zasługuje na szczęście. I trzeba w życiu próbować pewnych rzeczy bo potem możemy żałować tego,że nic w tym kierunku nie zrobiliśmy.

  • Kate:

    Martynoi, chcę kogoś poznać. tylko… to wbrew pozorom wcale nie jest takie łatwe. Mam podchodzić do facetów na ulicy? W sumie… może to jest jakiś pomysł 😉

  • Martynoi:

    Może nie dosłownie podchodzić ale dawać jakieś sygnały, że chciałabys np tego upatrzonego poznać:). Mężczyźni nie są zbyt kumaci ale może któryś zauważy:) . Poza tym jestem zdania,że miłość przychodzi w najmniej oczekiwanym momencie naszego życia.

  • Dorota:

    Dziś sobota, 5 września 2015 moje imieniny, cały dzień byłam w domu. Rano przyszła córka z dziećmi na chwilę, bardziej z poczucia obowiązku niż z przyjemności. Mąż złożył mi życzenia koło dwudziestej i poszedł spać.
    A wydawało mi się, że mam duże grono znajomych i przyjaciół nikt nie zadzwonił, nikt nie przyszedł. Co się dzieje, czuję się jak bym była przezroczysta.

  • Martynoi:

    Nie wiem jak jest u Ciebie ale w moim gronie rodzinnym nie obchodzimy imienin… Wydaje mi się,że problem by był gdyby zapomnieli o urodzinach. To jest dużo ważniejsze święto. Może zbytnio bierzesz to do siebie?

    Pozdrawiam

  • Kate:

    Martynoi, nie zachowuję się jak odludek, nie odstręczam ludzi. A jednak po prostu nikt się nie pojawia. Poza tym dopada mnie syndrom opuszczonego gniazda. Dziecka więcej nie ma niż jest, w dodatku mam czasem wrażenie, że nie lubi ze mną przebywać. I dobrze, to normalne w jej wieku, nie chce się na niej uwieszać. A jednak w domu pustki, nie ma dla kogo sprzątać, gotować. Nie wyobrażam sobie samotnej starości, naprawdę nie wiem jak sobie z tym radzić.

  • Kate:

    Dorota, znam to uczucie, człowiek budzi się z lękiem, ze nikt nie będzie pamiętał o imieninach i rzeczywiscie- nikt nie pamięta. I tak po prostu skrzydła opadają. a może opadły już dawno temu. Najlepiej niczego nie oczekiwać, tyle że to takie smutne kiedy ludzie niczego od siebie nie oczekują i niczego sobie nie dają. Nie ma to sensu wg mnie.

  • Kasia:

    Cześć, pozdrawiam wszystkich. Właśnie wróciłam od lekarza psychiatry z nową porcją recept na głowę i od weterynarza z receptą na antybiotyk na przeziębienie. Taka zabawna historia.. Nie będę nawet tłumaczyć. Psychiatra powiedział, żebym sięgnęła chociaż po jego poradę zanim następnym razem wezmę jakieś antybiotyki, bo ten który biorę blokuje mój lek od niego. I powiem Wam, że od paru dni pracując z domu, nie wychodzę praktycznie z łóżka. Pozycja horyzontalna. Ledwo się dzisiaj zmusiłam żeby wziąć prysznic. Wyszłam na chwilę na taras i musiałam się z niego schować bo nie miałam siły utrzymać się na ławce.

    Dzisiaj mówiłam lekarzowi że się boję że mnie kiedyś karetka zawinie z ulicy i nikt nawet nie zauważy, bo nie będę miała rodziny. Na takie lęki podobno są leki – kolejna recepta. Widzicie jaki świat oferuje lek na samotność? LEKI! Ja dostałam Citabax.

    Niektórzy zapisują się do wspólnot. Ja cenię sobie komfort domowego zacisza. Nie wyściubiam nosa z domu po 18:00. Najwyżej na spacer z psem. Ale to też niechętnie.

    Piszcie co u Was słychać. Pozdrawiam!

    Kasia

  • Kate:

    Cześć,
    mam nadzieję, że ten lek Ci pomoże. Mnie pomógł bardzo: lęki i smutki się wyciszyły i wróciła motywacja i radość życia. Teraz, po poł roku smutek wraca, nie wiem, czy to nawrót, czy jesień, czy ta cholerna samotność.
    Wychodzenie z domu pomaga. Choćby do sklepu, na krótki spacer. Jednak czasem trudno się zmusić.
    Myślę nad adoptowaniem pieska. Czy to pomoże??
    pozdrawiam
    Kate

  • Kasia:

    Kate, a bierzesz dalej Citabax i mimo to smutek wrócił?

    Jeśli chodzi o pieska to trzeba mieć dużo siły na takiego zwierzaka. Ja mieszkam z mamą i ona wszystko przy nim robi, jedzenie, weterynarz, ja czasem tylko mam siłę na spacer. Także musisz to dobrze przemyśleć.

  • Kate:

    Kate, nie biorę Citabaxu od kwietnia. Zły nastrój wraca od kilku tygodni. Smutek, apatia, niska samoocena, frustracja, zamartwianie się, na szczęście nie ma w tym lęku. Czuję się staro i jakby mnie już nic w życiu nie miało spotkać. a mam dopiero 42 lata. Nie mogę się zebrać w sobie, zdyscyplinować, planuje, że od poniedziałku to i tamto, a przychodzę z pracy i tylko bym leżała.
    I tak mi się wydaje, że zamiast towarzysza, w piesku widziałabym tylko obowiązek, więc na razie się wstrzymuję.
    Wolałabym poradzić sobie bez wizyty u lekarza i bez pigułek, ale jak tak dalej pójdzie zamęczę siebie i rodzinę.
    A Ty już odczuwasz działanie leku?

  • Kasia:

    Kate, nie zaczęłam jeszcze brać Citabaxu. Lekarz powiedział, żeby wziąć go w ostateczności. Ale przestałam brać antybiotyk i on odblokował mój lek i czuje się teraz normalnie.

    Z pieskiem masz racje. Są ludzie którzy odnajdują w tym frajdę, jeżdzą na wystawy, bawią się w hodowle, biegają z psem. Ale jak życie Ci ciąży a psa trzeba nakarmić , wyprowadzić, pojechać z nim do weterynarza jak coś mu dolega, to to już może nie dla wszystkich być łatwe.

    Ja mojego psiaka bardzo kocham. Czuję się dobrze jak śpi u mnie w łóżku, ale nie karmię go. Wyprowadzam tylko na spacery i jeżdżę do weterynarza. Mama go karmi.

    Powiem Ci, że jak miałam dwadzieścia lat, to nie sądziłam że spadną na mnie problemy typu choroba i samotność, z którymi pomaga mi lekarz. Miałam powodzenie, byłam zdrowa i radosna. Takie rzeczy spadają na nas jak grom z jasnego nieba. Nigdy się nie jest gotowym. Pewnie zachowujesz się mechanicznie i robisz wszystko od niechcenia, zmuszając się do codzienności, która jest często bardzo monotonna.

    Lubisz swoją pracę chociaż?

    Kasia

  • Kate:

    Kasiu, praca jest ok, lubię ja, chociaż trochę się wypaliłam i nie chce mi się już wychodzić naprzód, jak to bywało kiedyś. Raczej odwalam robotę. Tym bardziej, że zespół bardzo się popsuł, po kolei odchodzili na emeryturę ludzie którzy to wszystko tworzyli. W czerwcu przestała pracować moja dobra koleżanka. Bez niej już wszystko jest inne.
    Drażnią mnie ludzie. Wydaje mi się, że wszyscy prowadza takie fajne, udane życia, w których coś się dzieje, a ja stoję w miejscu spędzając czas na kanapie. Zazdroszczę im.
    Wiem, ze powinna sama się ruszyć, pobiegać, wyjść na rower. Ale to mnie po prostu nie cieszy w pojedynkę.
    W dodatku ostatnio zaczęłam myśleć o sobie, ze jestem jakaś toksyczna, ze nikt mnie nie lubi. Że po bliższym poznaniu ludzie nie mogą ze mną wytrzymać.
    W przeszłości tak nie było – nie myślałam tak o sobie, choć ludzie – wiadomo – byli, odchodzili, potem się pojawiali.
    Jestem już 9 lat po rozwodzie, potem jeden poważny dwuletni związek – rozpadł się dwa lata temu. Nie wiem, czy jeszcze w ogóle wierzę w miłość.
    Jak tu się wziąć w garść, zawalczyć – bo przecież wszystko od nas zależy – kiedy człowiek na nic nie ma siły i nadziei i wiary?
    a Czy Ty jesteś nadal jakoś trwale chora, czy niepełnosprawna? czy ta choroba w jakiś sposób Cię ogranicza? Jeśli nie chcesz, nie odpowiadaj oczywiście na to pytanie.
    Pozdrawiam

  • Kasia:

    Kate, a masz dzieci? Bo rozwód to musi być przykra sprawa, ale miło jak chociaż dzieci są z małżeństwa.

    Ja miałam wczoraj urodziny i przesiedziałam je w domu. Mama kupiła dobre ciasto, to poszłam z nim na chwilę do sąsiadki, ale posiedziałam pół godziny i poszłam spać do siebie.

    Szkoda, że ten dwuletni związek się rozpadł. Ja nigdy nie byłam z nikim dłużej niż dwa lata. Nie umiem stworzyć więzi. A też ciężko mi się przekonać do kogoś. Strasznie się czepiam. Wiem, że nie powinnam wybrzydzać, ale jestem mega ostrożna. No i nie chce mi się za bardzo na randki chodzić.

    Jeśli chodzi o moją chorobę, to nie chcę za bardzo na forum o tym gadać, bo to nic przyjemnego. Nie jestem niepełnosprawna. Chociaż chyba bym wolała nie mieć nogi. No w każdym razie mam leki na stałe i zobaczymy co będzie. Na razie mam dwa lata święty spokój.

    A czym się zajmujesz? Ja siedzę w branży IT. Chociaż nie mam wykształcenia w tym kierunku. Tak trochę przypadkowo trafiłam na swoją pracę.

    Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę miłego piątku.

    Kasia

  • Kate:

    WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO!!!!
    Dobrze, że masz Mamę. Ja też blisko Rodziców się trzymam, choć czasem już nie chcę ich zanudzać swoimi problemami i nastrojami. Żałuję, że może to tak wyglądać, że zamiast ja wspierać ich, oni ciągle wspierają mnie.
    Mam córkę, już jest prawie dorosła. I zauważyłam, że to jest też źródło mojego wiecznego zamartwiania się. Czy jestem dobrą matką, czy wynagrodziłam jej rozwód lub choć trochę zneutralizowałam jego skutki? Kurcze i niestety cierpię z powodu jej dorastania. Staram się tego nie pokazywać, bo to przecież głupie i egoistyczne, ale jest to dla mnie okropnie trudne, że dorosła i nie jest już moją małą córeczką. Tym bardziej, że byłyśmy tylko we dwie – wakacje, wyjazdy weekendowe, wszystkie uroczystości rodzinne – zawsze we dwie. Może to było jakieś toksyczne?
    Niestety po wielu latach dochodzę do wniosku, że pewnie tkwi we mnie jakiś feler, który sprawił, że nie udało mi się stworzyć związku z mężczyzną i teraz jestem sama. Nie mam łatwości w nawiązywaniu znajomości, nie interesują mnie romanse. Chyba oczekuję zbyt wiele, choć nie do końca rozumiem takie zarzuty, nie wiem, co robię źle.
    Zawodowo związana jestem z administracją, taki ze mnie trochę urzędnik.
    Przychodzi weekend i od razu nastrój idzie w dół. Jutro rano obudzę się i znowu nic mi się nie będzie chciało. Ale na razie jeszcze mam siły, żeby snuć plany co takiego będę robić 😉
    Tobie też życzę miłego piątkowego popołudnia
    Kate

  • Kasia:

    Bardzo zazdroszcze Ci dziecka. Moze nie masz faceta ale Twoja corka to jednak rodzina. Nie zadreczaj sie tym jaka bylas. Dalas z siebie ile moglas I bylas bardzo dzielna I samodzielna.

    Ja testuje oprogramowanie. Ale nie jestem w tym za dobra. To tez czasem jest martwiace.

    Dzisiaj wzielam pierwszy raz Citabax. Znokautowal mnie. Nigdy wiecej nie sprobuje.

    Przyszedl weekend I nie mam zadnych planow.

    Ladny dzis dzien. Mam nadzieje ze u Ciebie tez.

    Kasia

  • B:

    Mam 32 lata. Jestem sama i samotna. Boje sie zycia i ludzi. Na zewnatrz dosyc pewna siebie i potrafie byc wygadana. Jednoczesnie bardzo depresyjna osobowosc. Mam sporo znajomych. Oni jednak maja swoje zycia i swoje sprawy. Ostatnio zostawil mnie mezczyzna po 3 miesiacach zwiazku. Znalam go od ponad 2 lat. Mamy wspolne hobby. On ma dwojke dzieci, ktorych nie zdazylam poznac. Nie mialam z tym problemu. Z dnia na dzien zerwal kontakt. Nie wiem do konca dlaczego. Wydawalo sie ze wszystko dobrze sie uklada. Nie wiem do konca czy problem byl ze mna czy z nim. Jestem DDA. Ciezko mi zaufac ludziom i buduje sciane wokol siebie. Mam niskie poczucie wlasnej wartosci. Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi sie stworzyc zwiazek …boje sie ze nie a jednoczesnie chyba boje sie byc w zwiaku. Po rozstaniu zrobilam sie bardzo bierna i odcielam sie od ludzi. Nie wiem co dalej…

  • Kasia:

    Czesc B, No to trafiles do wlasciwej grupy. Szkoda, ze jestesmy rozrzuceni po calej Polsce, bo moglibysmy sie spotkac i pogadac. Ja znalazlam taki sposob na samotnosc, ze sie zapisalam na portal randkowy Badoo.pl i od czasu do czasu z kims sie spotkam. To jakos specjalnie nie poprawia mojego stanu, bo nadal jestem sama, ale przynajmniej mozna czasem jak sie ma ochote, wyjsc z kims i wypic herbate.

    Idealnie bylo pic herbate, patrzec sie przed siebie i trzymac za rece, ale to jest jakis kosmos nieosiagalny dla niektorych. No ale trzeba od czegos zaczac. Moze sprobujesz z badoo.pl?

  • Kate:

    Kasiu,
    co to znaczy znokautował? Od razu poczułaś jakieś skutki uboczne? Ja też zresztą nie chciałabym wracać już leków. Chciałabym jakoś sama się ogarnąć. Bo co? do końca życia prochy?
    Zaczęłam biegać. Oczywiście sama. Ale może to i lepiej. Audiobook w telefonie i biegnę. To pewnie kolejna forma izolacji, ale myślę, że musze tę samotność oswoić, bo boję się jej bardzo.

    B.
    Witaj w klubie. Głowa do góry. Po rozstaniu człowiek zawsze gorzej się czuje. Z czasem będzie lepiej.
    pozdrawiam wszystkich
    Kate

  • Kasia:

    Cześć Kate,

    Znokautował w sensie przykuł do łóżka na cały dzień. Byłam senna, kręciło mi się w głowie, zamroczył mnie. PRzez cały dzień nic nie zrobiłam.

    Wczoraj polecałam B żeby skorzystała z portalu randkowego i się zapisała na badoo. Ale dzisiaj to cofam. To znaczy, każdy musi sam ocenić, ale ja się wczoraj rozczarowałam. Spotkał się ze mną żonaty facet. Szkoda gadać.

    Bieganie z książką mówisz? To dosyć oryginalne. Ale muzyka też może zmęczyć. Ja nawet radia nie słucham jak jeżdżę autem sama. Wyłączam wszystko. Hałas mi przeszkadza. Na jakie dystanse biegasz?

    Ech, poszłabym z Wami na kawę gdzieś do restauracji przy plaży posiedzieć. Taką mam fajną tutaj w Gdyni nie jedną zresztą przy morzu.

    To tymczasem..

    Pozdrawiam

    Kasia

  • Kate:

    Cześć Kasiu,
    Idziemy na tę kawę, też mieszkam w Gdyni!

    Biegam od miesiąca, właśnie osiągnęłam 10 km i chcę biegać całą zimę, o ile będzie łagodna. Przez te półtorej godziny czuję, że żyję, jestem w swoim świecie. A potem wracam do domu i widzę, że nic nie jest tak jak miało być.

    Chciałam mieć zawsze dużą rodzinę i nic z tego nie wyszło. Z mężem się rozstałam lata temu, jedyna córka dorasta i wręcz już skaczemy sobie do oczu – taka już jest „dorosła”. Czasem jak patrzę na nasza relację wydaje mi się że jestem jakimś potworem, z którym nikt nie może wytrzymać, bo mam ciągle pretensje. Rozpieściłam ją i tyle, wychowałam na wolnego człowieka, bardzo asertywnego.

    Powinnam teraz zająć się sobą, ale czuje ogromną pustkę, której nie potrafię zapełnić.

    Eh, znowu zły dzień od rana.

    Mam nadzieję, że Wasz lepiej się zaczął
    pozdrawiam
    Kate

  • Kasia:

    Czesc Kate.

    Jak cos to pisz na mojego alter ego mejla magdalena.skurczyk@gmail.com . Nie bede tutaj podawac mojego prywatnego. Podam Ci prywatne namiary jak napiszesz na tego. Ja tam chetnie na kawe pojde.

    Gratuluje, ze sie zmotywowalas do biegania.

    Ile lat ma Twoja corka? Ja tez sobie z mama do oczu skakalam , ale wyroslam z tego. Moze jest szansa ze to minie. Dziewczyny raczej trzymaja z matkami. Nie sadze, ze az tak ja zepsulas.

    U mnie dzisiaj lepszy dzien. Wczoraj byla katstrofa. Ale nie bede nawet opowiadac.

    Milego dnia.

    Kasia

  • Natalia:

    Witam, nie wiem czy ta strona obumarła czy jeszcze ktoś tu zagląda lub jeszcze tu pomaga… Ale czuję się samotna, nie mam siły już płakać z tego powodu, nie mam siły próbować juz mowić o tym innym. Chyba mam depresje… Nie mam naprawdę nikogo… Wyjechałam z kraju, założyłam tu rodzine, mimo iz jestem jeszcze bardzo młoda ja czuje ze w środku nie żyje od kilku lat… Niech mi ktoś pomoże… Proszę…

  • gość:

    Mimo męża i dzieci? A koleżanki jakieś masz? Może powinnaś zabrać rodzinę i wrócić do kraju?Niektórym nie służą wyjazdy.

  • wk:

    Żadna strona internetowa nie wyleczy z depresji. Przy takim podejrzeniu trzeba po prostu iść do specjalisty na konsultację. Jeśli Pani podejrzewa, że to wynika z samotności, to raczej chodzi o specjalistę-psychoterapeutę. Oczekiwanie załatwienia sprawy przez stronę internetową może skończyć się kolejnym rozczarowaniem i jeszcze większym zniechęceniem do kontaktów z ludźmi. Ludzie ewentualnie mogą wspierać na drodze do zmiany ale i tak przeważającą część pracy trzeba wykonać samemu.

  • Kasia:

    Cześć, witajcie po przerwie. Chciałam się czymś z Wami podzielić. Marudziłam strasznie na to, że nikogo nie mam, a teraz mój los się odwrócił tylko, że mój stan nie uległ żadnej poprawie. Jestem w piątym tygodniu ciąży, a mój chłopak mieszka w Belgii. Dostałam silnej depresji z powodu tego faktu. Musiałam odstawić moje lekarstwa. Czeka mnie wyjazd zagranicę i nie wiem jak to przeżyję. Jest po prostu fatalnie. Myślałam, że świadomość ciąży nada sens mojemu życiu, ale teraz wiem, że osoby w złym stanie psychicznym nie powinny zachodzić w ciążę. Popełniłam straszny błąd i w ogóle się nie cieszę. Każdy dzień i każda minuta to dla mnie tortura. Nie potrafię tego opisać. Zagranicą po prostu zginę. Chłopak tego nie wytrzyma, ja nie wiem kto się dzieckiem zajmie. Moja mama jest załamana moim stanem. Żeby nie musiała na mnie patrzeć wychodzę do pracy, ale w pracy nic nie robię. Nic po prostu. Nigdy nie mieszkałam w wynajętym mieszkaniu, nigdy nie mieszkałam z chłopakiem, jestem przyzwyczajona do wygód, nie cierpię obcych miast, ale nikt tego nie rozumie. Tylko mój psychiatra. Mam ochotę położyć się do łóżka, zasnąć i nigdy się już nie obudzić.

  • dede:

    Witam
    Moja sytuacja jest trochę inna. Jestem niepełnosprawnym, schorowanym, od 15 lat prawie przykutym do łóżka człowiekiem. Opiekuje się mną matka. Jestem jej bardzo wdzięczny, ale już od dzieciństwa dogadywaliśmy się jedynie w przyziemnych, bytowych sprawach. Zachorowałem tuż po skończeniu 18 lat. Z biegiem czasu stare znajomości urywały się. Dopóki jakoś funkcjonowałem (studia, praca) poznawałem nowych ludzi. Jednak gdy choroba ograniczyła mój świat, strumyk kontaktów zaczął wysychać. Teraz jest pustynia. Nie szukam litości czy współczucia, choć rozumiem że mogą się pojawić. Szukam chwil brania i dawania obecności. Na ile się da, bez oceniania. A przynajmniej bezmyślnego oceniania. Czy znajdę tu coś więcej niż jałowy piach zalegający większość internetu? Tak, wiem, oceniam…

  • Kasia:

    Cześć dede,

    Nie odwiedza Cię nikt ze szkoły? A skąd w ogóle jesteś?

  • dede:

    Cześć
    Z Gdańska. Mam 46 lat, kontakt z ludźmi ze szkoły to prehistoria. To jest naturalny proces – ludzie zakładają rodziny, pracują, rodzą im się dzieci i nagle okazuje się że nie mamy o czym ze sobą rozmawiać. Do tego dochodzą sytuacje gdy chcieliby pomóc, ale nie wiedzą jak i czują się bezradni. Pamiętają wspólne imprezy a teraz widzą mnie w łóżku i (tak mi się przynajmniej wydaje) nie dają rady.

    Wiem Kasiu, że jesteś z Gdyni, że bywa Ci ciężko – czytałem część wpisów tutaj. To smutne – zdecydowanie fajniejszy jest uśmiech ale wiem, nie zawsze się da.

    A co do ciąży – ta porażająca perspektywa obowiązków rzeczywiście może przytłoczyć. Szczególnie gdy się pomyśli że po nastu latach można usłyszeć od potomka jakim to się jest niedobrym rodzicem :-) Ale ja Ci zazdroszczę. Mężczyzna nie ma szans na taki kontakt z drugim człowiekiem jak kobieta ze swoim dzieckiem. I uważam że ten kontakt i obserwowanie, udział w tym, jak maluch rośnie to dobra nagroda za trudy.

  • sungmanitutanka:

    Witam,
    mieszkam jakieś 200 kilometrów od miasta w którym się wychowałam. Zostawiłam tam dom rodzinny, bliskich oraz przyjaciół których mi bardzo brakuje. Jestem w związku od jakiegoś czasu, mój partner jest naprawdę dobrym człowiekiem ale niestety moja tęsknota nie pozwala mi na normalne życie w tym miejscu. Zastanawiam się nawet nad powrotem do rodzinnego miasta, ale nie chcę krzywdzić partnera, on na pewno nie będzie chciał wyjechać ze mną. Nie wiem co mam dalej robić jak sobie poradzić z tym uczuciem, które niszczy mnie od środka.

Zostaw komentarz

Wyszukiwanie
Słowa-klucze
Facebook