Ostatnie okruchy

"Żyć by nie mógł żaden lud, który by wpierw nie wartościował; jeżeli jednak pragnie się uchować, nie wolno mu wartościować jak sąsiad. (...) Nigdy żaden lud nie rozumiał drugiego, stale dziwowała się jego dusza szaleństwu i złości sąsiada." - F. Nietzsche 1883.

Wszystkie
na Twitterze
...powiedz mi wszystko...o wszystkim...

...powiedz mi wszystko... o wszystkim...

Tematyka dwójek i trójkątów jest (jak słyszę) nośna – pozwala patrzeć na swoją samotność ze świeżej perspektywy. Różne typy samotników, które opisałem w „Wirusie samotności” łączy pewnego rodzaju zawieszenie między jednym a drugim rodzajem relacji. Chciałbym być dorosły ale nie rezygnować z wygód stanu dziecięcego, zależnego. Chciałbym być mężczyzną dla kobiety ale chciałbym też, żeby pilnowała mnie przed konsekwencjami moich wybryków, sprzątała i gotowała. Chciałabym być kobietą dla mężczyzny, ale też chciałabym doświadczyć wszechmocnej opieki, bo jestem taka malutka i słaba. To tylko przykłady, jak można nieświadomie deseksualizować relację z partnerem, a potem dziwić się, że „coś się skończyło, wypaliło”.

Ale jako że czas letni i myśleć się nie bardzo chce, pomyślałem że napiszę o filmie „Wielki błękit” Luca Bessona, mając w kontekście relacje dwójkowe i trójkątne, czyli łącząc przyjemne z pożytecznym. Zwykle recenzenci piszą, że to historia rywalizacji między dwoma nurkami (za wyjątkiem jednego recenzenta, który na opakowaniu filmu (!) napisał że to historia zamieniania człowieka w stworzenie wodne za pomocą tajemniczych pigułek). Moim zdaniem nie ma tam żadnej rywalizacji. Obaj zanurzeni są we własnych światach, z których bardzo rzadko widzą siebie nawzajem, żywych i prawdziwych. Kobiety mają jeszcze gorzej.

Fascynujące jest, że film odczytywać można na wiele sposobów, pewnie zależnie od tego, w jakiej bajce akurat bierze się udział. Może to być opowieść o męskości, ale może być też o kompletnej niedojrzałości. Może być to opowieść o ludziach z pasją albo opowieść o ludziach zagubionych, nieradzących sobie z życiem i ze sobą. Może to być opowieść o wolności i jedności z wielkim błękitem albo o ponurej, samotnej śmierci tam, gdzie tylko „zimno i mokro”. Po premierze filmu na wybrzeżach Francji i Włoch wyłowiono ponad setkę topielców, którzy też „musieli zobaczyć”, jak Jacques. To znaczy, że jego fantazja jest też obecna w nas – i nawet jeśli nie działa na nas śmiertelnie, nie znaczy to że nie działa w ogóle.

Jaka jest ta fantazja Jacquesa, którą z uporem próbuje zrealizować? Zrobić z dwójki jedynkę. Właściwie każda osoba tkwiąca w relacji dwójkowej ma na to nadzieję – że zniknie podział, że staniemy się jednym, bo rozdzielenia nie sposób znieść. Rozdzielenie powoduje głód nie do nasycenia, nie do ominięcia. Jacques cierpi na brak mamy, która jest czymś równie dobrym jak kapryśnym i groźnym (jak ocean). Świat mężczyzn jest trudny, szorstki i ubogi. Ojciec zostaje ostatecznie pochłonięty przez ocean, co może wzmagać u Jacquesa przekonanie, że z oceanem (kobietą) się nie wygra, raczej trzeba się z nim stopić. Nurkowania chłopca są obrazem jedności, spokoju, połączenia z naturą. Tylko zazdrościć. Ale w stopieniu przeszkadza fakt narodzin Jacquesa, które to narodziny są wyjściem z wody na ląd. Trzeba oddychać własnymi płucami. Jacques nie przyjmuje tego faktu do wiadomości i stara się na różne sposoby powrócić do łona. Od organizacji, która zrzesza nurków schodzących bardzo głęboko na jednym oddechu dostaje kolejną szansę stopienia z oceanem. Ten moment, gdy Jacques fika beztroskie koziołki na głębokości ponad 100 metrów łączy euforycznie w jedno doświadczenie powrotu do stanu sprzed narodzin z doświadczeniem śmierci, która jest o krok, ale jest niegroźna, bo ocean jest mną. To daje złudzenie nieistnienia śmierci dzięki pozwoleniu na pochłonięcie (cofnięcie narodzin) przez matkę (ocean). Dlatego Jacques nie rywalizuje z Enzo. Dla Jacquesa istnieje tylko on sam (chwilowo) i ocean rozumiany jako shangri-la albo buddyjskie oświecenie, powrót do źródła wszystkiego.

Jak wyglądają relacje z kobietami mężczyzny, który nie wyraził zgody na chęć narodzin? Partnerka traktowana jest albo jak rywalka matki, albo jak jej wierna kopia. W pierwszym przypadku kobieta zostaje odrzucona, w drugim zaczyna budzić podobną ambiwalencję miłość/strach co ocean (matka). Kryzys wybucha, gdy Jacques zostaje wytypowany na ojca, na mężczyznę. To budzi tyle lęku, że nasilają się chęci stopienia się z oceanem, który rozwiąże wszystkie problemy i ukołysze do snu. W relacji dwójkowej jest miejsce tylko dla jednego dziecka. Znajome? Wiem, że tak.

Z kolei Enzo cierpi na brak ojca, który powiedziałby mu, że jest mężczyzną. Z tego powodu jego życie jest wieczną rywalizacją – z czasem, z innymi nurkami, z samym sobą. W wyniku braku ojcowskiej pieczęci musi być tym który wygra ze wszystkimi – wtedy nie będzie wątpliwości, choć praktyka wskazuje, że takie zwycięstwo wcale nie przynosi spodziewanego potwierdzenia i trzeba szukać nowego rywala. Z tego powodu jeden z nich musi zginąć. Enzo musi przegrać, bo walczy z oceanem, Jacques natomiast oddaje się oceanowi. Los kobiet Enza jest równie godny współczucia, co los kobiet Jacquesa. Przypomina się dewiza Roberta DeNiro z „Gorączki”: nie wiąż się z niczym, czego nie zostawisz za sobą w ciągu 15 sekund. Efektem, w jednym i drugim przypadku, są „zrobione sobie” przez kobiety dzieci, których przeznaczeniem jest wypełnić puste miejsce ich mam. Będzie to ponad ich (dzieci) siły, przez co staną się kolejnymi Enzami i Jacquesami, by zacząć zaklęty krąg samotności od nowa.

Udostępnij na FB

Jeden komentarz do “Wielki błękit”

  • Josephine:

    Lubię ten film. Może już tak dokładnie go nie pamiętam, ale wiem dlaczego go lubię – przestrzeń, cisza, spokój, coś dla introwertyka 😉 Teraz doszło jeszcze psycho-wytłumaczenie. Ciekawe. Proszę pisać dalej. Potrzebuje zrozumieć siebie i są samość, a po filmie „W chmurach” (Up in the Air) coraz bardziej dociera do mnie, że „każdy potrzebuje drugiego pilota”.

    ps. Odnośnie innego wpisu – nie lubię gołębi!

Zostaw komentarz

Wyszukiwanie
Słowa-klucze
Facebook