Ostatnie okruchy

"Żyć by nie mógł żaden lud, który by wpierw nie wartościował; jeżeli jednak pragnie się uchować, nie wolno mu wartościować jak sąsiad. (...) Nigdy żaden lud nie rozumiał drugiego, stale dziwowała się jego dusza szaleństwu i złości sąsiada." - F. Nietzsche 1883.

Wszystkie
na Twitterze

Dzień po napisaniu tekstu o trujących fantazjach Avatara zobaczyłem na ulicy wielki billboard z napisem RELAKS, KTÓRY UZALEŻNIA. To jedna z tych chwil, kiedy człowiek rozgląda się podejrzliwie na boki, czy aby nie jest w ukrytej kamerze jakiegoś wielkiego Truman Show. Ale nie, to jak najbardziej rzeczywistość. Skoro tak, pomyślałem, to pewnie jest to jakaś nowa, społeczna kampania, ostrzegająca przez skutkami przesadnego zatopienia w telewizji. Hm, jak miło, że istnieją tak przytomnie myślące osoby. Niestety, po chwili spadła mi kolejna zasłona z oczu: okazało się, że to jak najbardziej realna reklama nowego kanału telewizyjnego.

Znów zacząłem się zastanawiać, czy świat przypadkiem nie potrzebuje terapii. Przecież wszyscy słyszymy o skutkach uzależnień – i już nie mówię o alkoholu czy narkotykach ale np. o hazardzie i internecie, a szczególnie o uzależnieniu od internetowych gier. Wiele się o tym w ostatnich czasach pisało, więc wydawałoby się, że nie chcemy się uzależniać, bo wiemy, że grozi to ruiną międzyludzkich relacji a czasem nawet całego życia. A przynajmniej kojarzymy słowo „uzależnienie” z czymś patologicznym. Ale nie, gdzieś tam są wpływowi ludzie, którzy uznali, że przedstawienie jakiejś czynności jako uzależniającej jest dla nas atrakcyjne.

Już widzę te możliwości: „Czekolada, która uzależnia”, „Syrop, który uzależnia.” Czy to dalej brzmi atrakcyjnie? Ja to odbieram jako ostrzeżenie. Np. „Minister Zdrowia informuje, że te papierosy uzależniają.” Przyznam się, że bardziej atrakcyjne byłoby dla mnie hasło: „Relaks, który NIE uzależnia”. Pomyślmy o naszej reakcji na slogany „Wódka, która uzależnia” i „Wódka, która nie uzależnia”. Którą byś wybrał? Dlaczego w przypadku telewizji ma to działać inaczej? Czy nasza społeczna świadomość aż tak bardzo odrzuca rzeczywistość, że publiczne namawianie do uzależnienia się trafia w nasze potrzeby? Ktoś tak najwyraźniej pomyślał, i to ktoś, kto nie wypadł sroce spod ogona. To nie jest obietnica typu „Takie fajne, że nie będziesz mógł się oderwać”, która ukrywa kwestię uzależnienia. Coś się zmieniło. To jest otwarte, obsceniczne kuszenie uzależnieniem. Czy już tak bardzo go potrzebujemy, że nie trzeba go przed nami ukrywać a wręcz przeciwnie, można nim kusić? Może narkotykowi dealerzy powinni przemyśleć kwestie marketingowe i nie mówić „coś ty, raz czy dwa ci nie zaszkodzi” ale „słuchaj, świetny towar, jeden strzał i jesteś uzależniony”.

Ale może ja się czepiam. Może moja praca, w której widzę, co uzależnienia robią z ludźmi, zmieniła moją konotację słowa „uzależnienie”. Dlatego proszę Państwa o głos w ankiecie.

Czy tak sformułowany slogan zachęca Cię, czy odpycha?

Zobacz wyniki

Loading ... Loading ...

Udostępnij na FB

Sześć komentarzy do “Uzależniający relaks”

  • Veni_Venissa:

    Witaj Psychobloggerze!Moim zdaniem i prawda i fałsz.Bardzo złożony problem:)

    Ileś lat temu, powiedziałabym – skandal, bezmyślność, szkodliwe hasło.Moje stanowisko byłoby jednoznaczne – takie jak Twoje. Teraz, gdy zaczęłam zgłębiać teorie psychoanalityczne i obserwować reakcje pacjentów na oddziałach psychiatrycznych wobec różnych technik (biernych – relaksacyjnych – i aktywnych – wymagających aktywności pacjentów), zaczynam się zastanawiać, czy w tym haśle nie ma jednak jakiegoś ziarna prawdy…

    Zauważyłam, że pacjenci „leniwi”, bierni, bardziej zależni, wolą uczęszczać na zajęcia relaksacyjne, gdzie leżą jak niemowlęta na materacach – łóżeczkach i z przyjemnością słuchają „bajeczek” – sugestii – podawanych przez terapeutę – mamusię/tatusia. Przecież tu jest widoczne, że większość z tych pacjentów jest (chyba)zafiksowana na fazie oralnej.

    Z kolei inna grupa pacjentów woli przychodzić na zajęcia, w których zastosowanie mają różne techniki aktywne (pozycja siedząca w kręgu, wymagające aktywności motorycznej, w tym manualnej, słuchowej, wzrokowej,myślenia, tworzenia, interakcji społecznych z terapeutą i grupą).Z reguły są to pacjenci zdrowiejący i wcześniej wychodzący ze szpitala.

    Są ludzie, którzy w życiu nie mogą się oduczyć zależności od przyjemności – są bierni,zdominowani przez „id”,zamiast wziąć los w swoje ręce, wykazać się aktywnością i odpowiedzialnością za to, co przydarza im się w życiu,kreować swoją przyszłość, wolą, żeby ktoś coś z nimi robił, traktował ich jak przedmioty, które się reperuje.

    O ileż przyjemniejsze jest leżenie na materacu, nicnierobienie, wysłuchiwanie sugestii – magicznych zaklęć – i wchodzić w stan swoistej nirwany?:)

    Przecież zarówno relaks, jaki i słuchanie określonej muzyki może pełnić rolę swoistego narkotyku, który odgradza jednostkę od własnego „ja”, od własnych emocji i od autentycznego kontaktu z człowiekiem.

    Jeśli już relaks, to tylko wieczorem, przed zaśnięciem; w ciągu dnia może stać się czymś w rodzaju narkotyku, czy acting outu.

    Tak więc w przytoczonym przez Ciebie haśle widzę tu niezwykłą przewrotność:)

    Prawda jest taka, że nie trzeba hasła „uzależnia”, żeby uzależnić się od relaksu.Moim zdaniem techniki relaksacyjne preferują najczęściej jednostki bierne, zewnątrzsterowne i zależne.I relaks tylko pogłębia tę zależność.Tak jak od leków i narkotyków, również i od relaksu można się uzależnić.Relaks może także pogłębiać samotność (!), zwłaszcza gdy np. schizofrenik woli założyć na uszy słuchawki i posłuchać muzyki relaksacyjnej, niż udać się na rozmowę z przyjacielem, czy terapeutą.

    W tym sensie, w przytoczonym wyżej haśle, jest sporo prawdy, choć intencje nadawcy były zupełnie odmienne:)

    Z całą pewnością wiele można tu się dowiedzieć o samym jego nadawcy…

    Pozdrawiam

  • Impresja:

    Panie Wojtku, z niekłamaną przyjemnością czytuję Pańskie posty. Właśnie w tym momencie zrobiłam sobie przerwę od nauki, och to relaks, który jest potrzebny.
    W ankiecie kliknęłam na tak, jakoś mnie to hasło pociąga. Nawet bym się nie obraziła, gdyby ktoś powiedział mi: słuchaj teraz potrzebujesz psychologa z tego powodu. :) W końcu miło byłoby porozmawiać sobie z kimś o różnych głębokich sprawach, które mnie trapią, nieprawdaż?
    Dlaczego hasło jednak jakoś do mnie przemawia? bo jesstem sprzecznością perfekcjonistki z szaleństwem, bo lubię gdy mnie się szokuje, gdy pobudza zastanawia, a to hasło zastanowiłoby mnie, może wymyśliłabym na jego podstawie jakieś opowiadanie? O, miałabym o czym rozmmawiać ze znajomymi, wypytując całkiem natrętnie i nie całkiem serio o ich uzależnienia. Wreszcie, wydaje mi się, że mam nad swoim życiem kontrolę, że nie dam się świadomie wciągnąć w uzależneinie, że niezależność stanowi jedną z moich głównych wartości. Czuję chyba wewnętrznie że takie hasło niczym dla mnie nie grozi, a jest… trochę intrygujące. I że w oczywisty sposób wiem, że to kłamstwo, tv nie oglądam. Załużmy jednak, że reklamować się będzie w ten sposób preferowany przeze mnie… rodzaj herbaty. Rozkoszowałabym się nią tak czy siak, może nawet z większą przyjemnością?
    Panie Wojtku drogi, samotność… uzależnia?

  • Spokojny:

    Obiecywanie uzależnienia jest obietnicą perwersyjnej przyjemności. Jeśli pstrykasz godzinami po kanałach tępo patrząc w ekran, popijając kolejne piwo i czując, że to ciągle nie jest to i że na innym kanale na pewno ucieka w tym czasie coś lepszego, to jest to bardzo frustrujące. Tymczasem oni tu obiecują, że będzie coś co będzie „właśnie tym”. Doznanie będzie silniejsze niż twoja potrzeba kontroli, czyli po prostu będzie fajniej niż się umiesz powstrzymać. Zdecydowanie na tak. Tyle, że ja już nie wierzę.

  • Veni_Venissa:

    Spokojny,lepiej tego nie można było ująć:)

  • aniewiad:

    Pamiętam swojego czasu reklamę jakiegoś batonika nawiązującą do szczęścia, miłości i przyjaźni. Jeździła ta Miłość i Przyjaźń na brudnych szybach tramwajów. Brakowało tylko Boga i Prawdy. Wykorzystując w pełni swoją wolność odwróciłam się tyłem i do reklamy i do filozofii „Musisz to mieć, żeby…”. Ale nie oburzyłam się, bo nie dźwigam przecież świata na swoich ramionach, nie odpowiadam za twórców bzdurnych reklam, tylko za swoje wybory.
    A że uzależnienie jest przedstawione w cytowanej przez Pana reklamie jako coś pozytywnego? Jeśli ktoś jest naiwny, niech wierzy. Niech odda swoją wolność za telenowelę. Uzależnienia nic „nie robią z ludźmi”, to ludzie sami sobie robią.
    We mnie ten slogan nie wywołuje żadnych emocji, mija mnie, choć rozumiem grę i przekaz.
    I swoją drogą, myślę, że reklama zwróciła Pana uwagę dlatego, że sam (jeśli sobie dobrze przypominam) miał Pan problemy z uzależnieniem, pacjentami proszę się nie zasłaniać.
    A że nasza rzeczywistość jest toksyczna, to już inna rzecz. Śmiem twierdzić, że zawsze taka była, ale to raczej zagadnienie (po zdefiniowaniu) dla historyków.
    Pozdrawiam

  • xwajuk:

    Od pewnego czasu w reklamie dominuje „jechanie po emocjach”, wręcz zero logiki. Na ostatnim festiwalu reklamy w Cannes mówili o tym wprost. A ten przekaz miesza różne emocje. Używki są przyjemne. A ryzyko uzależnienia można interpretować dwojako – jako zło ale i jako pociągające (bo zwykle zakazane). I o to chodzi – budzić emocje/kontrowersje to ludzie zapamiętają komunikat. Politycy to doskonale wiedzą 😉

    Prawdopodobnie to będzie najmocniejsza reklama tego roku:
    http://www.youtube.com/watch?v=cdHb6I0kSiM&feature=feedf

Zostaw komentarz

Wyszukiwanie
Słowa-klucze
Facebook