Ostatnie okruchy

Dwa oblicza kobiety... pic.twitter.com/UzsP36T4xe

Wszystkie
na Twitterze

Męski pampers jest jednym ze zjawisk, które krystalizują się w mojej psychologicznej głowie w kontakcie z wieloma pacjentami jako częsty refren, przewijający się motyw ludzkich niepowodzeń w tej najtrudniejszej z trudnych rzeczy, jaką jest umiejętność życia ze sobą pod jednym dachem. Najprostsza definicja takiego pampersa: są to problemy, którymi mężczyzna obciąża swoją kobietę, chociaż poradzenie sobie z nimi jest tylko w jego gestii. Czemu pampers? Bo kojarzy mi się to zjawisko (trochę freudowsko) z takim etapem w życiu dziecka, kiedy jego kupa (a także cały proces jej produkowania) jest obiektem zachwytów jego mamy oraz bliższej i dalszej rodziny. Nie nabijam się – na tym etapie dziecku na pewno wsparcie w tej kwestii się przydaje. Ale spójrzmy na to psychologicznym okiem: wszystko, co do ciebie należy, to uwolnić się od napięcia, NIE POWSTRZYMYWAĆ SIĘ – a będzie się za to jeszcze nagrodzonym. Aż chciałoby się tę transakcję przenieść w dorosłe życie.
No i czasem się przenosi. Dorastanie to ciężki proces oswajania z ograniczeniami realnego świata. Wystarczająco dobrzy rodzice zwiększają wymagania dziecku zgodnie z jego możliwościami, aby na koniec zdolne było poradzić sobie z trudami życia. Zauważmy, że jest to ogólnie nauka WSTRZYMYWANIA SIĘ od natychmiastowych przyjemności (najpierw lekcje, potem zabawa, najpierw obiad, potem deser itp.). Patrząc głębiej, jest to nauka myślenia. Zapełnienie pampersa myślenia nie wymaga. Czasem w tym procesie odpępowiania przeszkadza CHCĘ rodzica. Czasem jest to CHCĘ ojca, który raczej się kumpluje z synem niż go wychowuje. Czasem jest to CHCĘ matki, która rozczarowana słabym lub znikającym mężem, kieruje swe uczucia ku synowi, kontrolując jego emocjonalne życie i oferując mu miejsce na jego słabości i jego niewytrzymywanie.
Odmian takiego scenariusza jest mnóstwo. Przykład: 30-letni syn mieszka z matką, rzadko wychodzi, przed ludźmi czuje lęk. Jednocześnie wewnątrz czuje błąkające się kłucie bezwartościowości, wywołujące co jakiś czas wyzwoleńczy zryw w postaci np. nowej pasji, która szybko się kończy. Mama jednak zawsze ma dla niego obiad i swą bezbrzeżną akceptację. Kobiety budzą największy lęk – nie życzą sobie (przeważnie) oglądać jego pampersa wypełnionego lękiem i biernością. I tak sytuacja się konserwuje. 30-letni chłopiec nie jest przygotowany do WYTRZYMYWANIA wyzwań losu. Jego bunty ograniczają się do „nie będę jadł dziś obiadu, nie rób”. Mama jednak robi „na wszelki wypadek” – a on w końcu robi się głodny i je. Jedyne co może pomyśleć to: „gdyby nie matka, zdolny byłbym do wielkich czynów”.
Jasne jest, że na dzisiejszym matrymonialnym rynku dosyć szybko znajdzie się kobieta, która podejmie się adopcji takiego wyrośniętego bobasa. Nazwie to ślubem, ale w praktyce będzie to adopcja. Ten pomysł czasem jest świadomy, czasem nie. Współczesne „psychologiczne mądrości” kolportowane przez wszechobecną mgr Jadzię często taką adopcję pochwalają, bo przecież mężczyzna powinien przyznawać się do swoich słabości a płaczący facet to w ogóle widok niezwykle uroczy. Ktoś w to w ogóle wierzy?
Dalej scenariusz układa się mniej więcej tak: kobieta zaczyna wspierać swego mężczyznę-bobasa, motywuje go do szukania pracy, doradza mu w kwestiach psychologicznych. Związek się zacieśnia. Tak by się przynajmniej wydawało. Jednak potem mężczyzna wypływa na szerokie wody i powoli zaczyna tracić zainteresowanie swoją partnerką, szczególnie zainteresowanie seksualne. I w końcu odchodzi, ku zdumieniu i przerażeniu kobiety, której świat wali się w gruzy czasem z dnia na dzień. Co się właściwie stało, nie wie nikt. On oskarża ją o zbytnią kontrolę, ona jego o nieodpowiedzialność (chociaż częściej samą siebie o to, że nie była wystarczająco dobra, by go zatrzymać przy sobie).
Co natomiast widzi nasze psychologiczne oko? Widzi to, że kobieta przyjęła rolę matki, zajmując się uważnie męskim pampersem. Przeprowadziła partnera ze świata dziecka do świata dorosłych, wypełniając rolę, w której zawiedli rodzice. I tak została potraktowana, jak są traktowani rodzice: gdy czuję się samodzielny, odchodzę od nich, bo mnie krępują. A już na pewno nie sypiam z kimś, kto przez długi czas zaglądał do mojego pampersa. Taki ktoś przestaje być atrakcyjny seksualnie. Oczywiście scenariusze są różne. Związek może trwać, bo mężczyźnie potrzebna jest zarówno kobieta jak i miejsce do wyładowania pampersa. Samo wyładowanie go też może różnie przebiegać. Może polegać na niekończących się narzekaniach – na szefa, na rząd, na życie. Inna wersja to ciągłe zarzuty pod adresem kobiety, że za bardzo myśli o sobie, nie o nim. No i wersja XXL, czyli fizyczna przemoc. Sprowokowała mnie i NIE WYTRZYMAŁEM. Znajome, prawda?

Udostępnij na FB

Sześć komentarzy do “Męski pampers”

  • Sylwia Koziak:

    świetny tekst i cholera jakże prawdziwy …

  • Jogo:

    Tak mi się nasunął tekst mojej córki, z pewnej rozmowy o życiu. Chlopiec (24l)byl rozalony, bo córka nie robi mu kanapek 😉 „Mamuś, wiesz, ja bym mogła mu nawet robić te pieprzone kanapki, ale jeśli On będzie mężczyzną naprawde, bo teraz tylko czasem go udaje. Wciąż jest synkiem swojej mamusi. Kiedy już z tego wyrośnie, ja to poczuje, zrobię mu kanapkę a może nawet dwie ” Myśle, że często sytuacje jakie opisuje p. W. dotyczą kobiet , które z różnych przyczyn, być może wpajanie w domu, jaką role ma spełniać kobieta, obrazy z rodzinnego domu, „matki Polki”, w końcu niskie poczucie wartości podnoszone wtedy, gdy „On powie coś milego, to w zamian ja się nim zaopiekuje, pomoge itd. Niech ma ze mna dobrze” :] Za jakiś czas dobrze jest już tylko właśnie jemu.

  • Agnes:

    niestety to dokładnie o mnie :-(

  • Pepe:

    O mój Boże, właśnie zrozumiałam dlaczego rozpadł się mój 3-letni związek. Dobrze, że trafiłam na ten tekst, może w końcu uda mi się zamknąć ten temat raz na zawsze.

  • Lucy:

    Hej. Gratuluję świetnego tekstu. Czekam na następne:)

  • Ala:

    Świetny tekst. Myślę, że coś podobnego można napisać o kobietach, które szukają „ojca” a nie mężczyzny.

Zostaw komentarz

Wyszukiwanie
Słowa-klucze
Facebook